Święty Jacek (ok. 1185–1257) pochodził ze szlacheckiego rodu Odrowążów i urodził się w Kamieniu Śląskim niedaleko Opola. Jako młody kanonik z Krakowa odbył razem ze swoim wujem Iwonem, biskupem krakowskim, pielgrzymkę do Rzymu, w czasie gdy św. Dominik tworzył swój zakon. Był świadkiem tego, jak Dominik złożył w całość połamane ciało Neapoliona, bratanka kardynała Stefana, a potem przywrócił młodzieńca do życia.
Potem życie samego św. Jacka stało się nieprzerwanym pasmem cudownych zdarzeń. Udało mu się nawet przepłynąć wzburzone fale Wisły, za nim zaś ufnie podążyli jego towarzysze. W czasie swojej działalności misyjnej odwiedził wiele zakątków Europy, m.in. Prusy, Litwę i Ruś.
Święty Jacek jest czczony jako apostoł Polski, mówi się też o nim „polski św. Dominik”, ponieważ sprowadził zakon dominikanów do swojej ojczyzny. W czasie swoich podróży misyjnych Jacek przebył wiele tysięcy kilometrów, a w tamtych czasach często oznaczało to pieszą wędrówkę. Po drodze dokonywał wielu cudów. Jest więc wspaniałym przykładem postaci, która na wzór Apostołów łączy w sobie misjonarską aktywność, świętość oraz zdolność dokonywania wielkich dzieł. W tej pracy zwykle w szczególny sposób pomagała św. Jackowi Najświętsza Panienka. Na samym początku jego działalności apostolskiej ukazała mu się i obiecała, że za Jej przyczyną dostanie wszystko, o co poprosi. Najwyraźniej Jacek często zwracał się do Maryi, a jego błagania zostały wysłuchane.
<<< POZNAJ WSPANIAŁE, UDOKUMENTOWANE CUDA WSKRZESZEŃ >>>
Pewnego razu podczas najazdu Tatarów św. Jacek wbiegł do klasztornej kaplicy, która stanęła w płomieniach, aby zabrać i ukryć Najświętszy Sakrament, a tym samym uchronić Go przed zbezczeszczeniem. Usłyszał wtedy głos Matki Bożej, która prosiła go, aby i Jej figury nie zostawiał na pastwę niewiernych. Rzeźba była duża i ciężka, więc Jacek się obawiał, że nie podoła temu zadaniu, ale Maryja zapewniła go: „Sprawię, że to brzemię będzie lżejsze”. Dzierżąc więc w jednej ręce Najświętszy Sakrament, w drugiej zaś niosąc figurę Maryi, św. Jacek uciekł z płonącego klasztoru, po czym suchą stopą przemierzył wody Dniepru. Na dzień przed śmiercią doświadczył przy ołtarzu wspaniałej wizji, w której Matka Boża wręczyła mu swoją koronę.
Nad Wisłą, którą św. Jacek w cudowny sposób przepłynął na swoim płaszczu, zdarzył się jeszcze jeden cud. Święty zamierzał właśnie przebyć rzekę, żeby móc uczestniczyć w uroczystościach przeniesienia relikwii św. Stanisława, biskupa i męczennika oraz jednego z patronów Polski. (Sam św. Jacek był wówczas biskupem krakowskim). Kiedy tak stał nad brzegiem rzeki, pewna kobieta złożyła przed nim zwłoki syna i powiedziała: „Jestem wdową, a to ciało Piotra, mojego jedynego dziecka. Utonął wczoraj w nocy, ale dopiero teraz go wyłowiono. Błagam cię, wielebny ojcze, zmiłuj się nade mną i pomóż mi”.
Jacek głęboko się wzruszył i ze łzami w oczach podszedł do martwego ciała. Ujął dłoń chłopca i rzekł: „Piotrze, niech Pan nasz Jezus Chrystus, którego chwałę głoszę, zwróci ci życie przez wstawiennictwo Przenajświętszej Dziewicy”. Piotr natychmiast wstał, składając dzięki Bogu i Jackowi, Jego słudze. Później, po powrocie do klasztoru w Krakowie, św. Jacek uzdrowił jeszcze paralityka dotknięciem swojej dłoni i przywrócił zdrowie umierającej kobiecie.
Ostatni cud, jakiego dokonał przed śmiercią, przypominał wskrzeszenie Piotra. Szlachcianka o imieniu Przemysława posłała swojego jedynego syna, Wisława, aby poprosił Jacka o wygłoszenie nauczania dla jej wasali w dzień św. Jakuba. Jednak w drodze powrotnej Wisław utonął w wodach Raby. Powiadomiono matkę, która zjawiła się na miejscu tragedii równocześnie ze św. Jackiem i jego towarzyszem. „Ojcze” – załkała Przemysława, rzucając się do stóp Jackowi. – „Czym na to zasłużyłam? Mój syn, którego po ciebie posłałam, utonął! Pomożesz mi, jeśli taka twoja wola!” Jacek był bardzo poruszony jej smutkiem i silną wiarą. Ta scena przywodzi na myśl sytuacje opisywane w Ewangeliach, gdzie na słowa: „Panie, jeśli zechcesz” padała odpowiedź: „Chcę”.
Nie trać ducha, bo ujrzysz chwałę Pana” – pocieszył Jacek kobietę. Potem żarliwie się pomodlił, a wtedy porwane przez rzekę zwłoki młodzieńca ukazały się oczom zebranych. Wszyscy ze zdumieniem patrzyli na to cudowne zdarzenie. (Święty Piotr wraz z innymi Apostołami także kilkakrotnie zebrał obfity połów w cichym morzu). „Błogosławiony Jacku!” – zawołała matka chłopca. – „Jego ciało odnalazło się dzięki twoim modlitwom, więc mogą one zwrócić mu życie!” Jacek dotknął zmarłego i powiedział: „Wisławie, synu mój, niech nasz Pan Jezus Chrystus, dawca wszelkiego życia, wskrzesi cię”. Młodzieniec wstał, pełen życia. Ludzie, którzy tłumnie zebrali się w tamtym miejscu, zaczęli wspólnie chwalić Boga.
Święty Jacek już za życia był znany z licznych cudów, ale gdy umarł, dzięki jego wstawiennictwu zdarzyło się ich jeszcze więcej. Według Acta sanctorum: „Już samo wyliczenie cudów św. Jacka zajmuje trzydzieści pięć stron”.
W jego bulli kanonizacyjnej z 17 kwietnia 1594 roku zawarto stwierdzenie, że uczynionych przez niego cudów „niemal nie sposób policzyć”. Jeżeli wydaje się nam to przesadą, zwróćmy uwagę na fakt, że komisja kościelna, która poddała wnikliwemu badaniu życie i dzieło św. Jacka, kończy swój raport spostrzeżeniem, że „w samym tylko Krakowie zostało wskrzeszonych pięć- dziesięciu zmarłych, a siedemdziesięciu dwóch konających odzyskało zdrowie oraz siły”. Zauważmy, że wyodrębniono tu zmarłych i umierających – dla ludzi żyjących w tamtych czasach różnica była oczywista.
Jakie wspaniałe historie muszą się skrywać za wzmianką o pięćdziesięciu wskrzeszonych! Dokładne informacje na temat poszczególnych zdarzeń wypełniłyby gruby tom. Tutaj przedstawimy tylko jedno z nich. Niedługo po śmierci Jacka przyniesiono do jego grobu ciało młodego człowieka, który dopiero co zginął w wypadku. Wystarczyło, że zwłoki dotknęły mogiły świętego i młodzieniec ożył. Od tej pory cudów nieustannie przybywało.
