W niedzielę zmarł płk Leszek Tobiasz, oficer b. WSI. 1 marca miał po raz pierwszy zeznawać przed sądem w sprawie rzekomej korupcji przy weryfikacji żołnierzy WSI. Miała też być przeprowadzona jego konfrontacja z Bronisławem Komorowskim. Co oznacza śmierć płk Leszka Tobiasza?
- Osobiście bardzo żałuję, że on nie żyje i nie będzie mógł odpowiedzieć na wszystkie pytania, które chciałbym mu zadać. Podobnie jak w przypadku Aleksandra Lichockiego, któremu podczas rozprawy zadałem sto kilkanaście pytań. Każdy, kto uczestniczył w tych rozprawach wie, że Lichocki w wielu wypadkach wycofywał się z wcześniejszych zeznań. Zasłaniał się niepamięcią bądź przerywał rozprawy ze względu na nagły zły stan zdrowia.
Wówczas wyszło na światło dzienne iż odgrywał rolę konia trojańskiego. On jako mój informator grał dla drugiej strony. Chciałem obnażyć też masę kłamstw Leszka Tobiasza. On przedstawiał się jako uczciwy obywatel, który gdy dowiedział się o korupcji w sprawie aneksu do raportu WSI to ją zgłosił. Złożył zeznania, ale geneza tej historii pokazuje, że to on ją całą sprowokował i zainicjował.
Co robił wcześniej płk Tobiasz w WSI?
- On zajmował się m.in. inwigilacją Kościoła katolickiego. Choć nie żyje i nie powinno się źle mówić o zmarłych, to ja nie mogę powiedzieć jednak o nim pół dobrego słowa. Ale nie jestem obiektywny, jestem subiektywny.
Czy jego śmierć jest dla ciebie zaskoczeniem?
- Tyle dziwnych rzeczy się działo wokół tej sprawy, że mnie już nic nie zdziwi. Żałuję tylko, że nie doszło do konfrontacji Tobiasza z prezydentem Komorowskim. Oni złożyli zupełnie odmienne w wielu punktach zeznania. Który z nich kłamał? Teraz trudniej będzie się dowiedzieć.
Czy on w swoich zeznaniach mógł obciążyć Komorowskiego?
- Na pewno nie chciałby tego. Ale gdy człowiek broni samego siebie, różne rzeczy mogą z tego wyniknąć.

