No właśnie, bo gdzie jest ta dusza? Czy to jakiś wzór fal mózgowych, który ma dziwną zdolność trwania po śmierci? Czy to jakieś ciało astralne, eteryczne, czy jakieś takie? Czy dusza jest po prostu z jakiegoś rodzaju materii, która jest w stanie przetrwać ludzką śmierć? Te pytania pojawiają się ciągle, ponieważ w dzisiejszej świadomości ciągle powraca problem tego, czy komputery mogą myśleć, i powiązane z tym inne pytanie, czy można farmakologicznie sterować moralnością. Niedawno portal Fronda.pl donosił o takim pytaniu postawionym na łamach New York Timesa przez Petera Singera i Agatę Sagan. Wydaje mi się, że nie sposób w ogóle dobrze zrozumieć owych pytań przyjmujących formę roszczeń przyszłego sterowania moralnością przez technikę, jeżeli dobrze nie zrozumie się tego, że sfera moralności jest w człowieku ściśle powiązana z najwyższą – duchową sferą duszy ludzkiej.

 

Pierwsze zagadnienie do wyjaśnienia to fakt, że jeżeli weźmiemy samą w sobie sferę uczuciową, w klasycznym rozumieniu św. Tomasza z Akwinu, to jest ona obojętna moralnie. Upraszczając (z braku miejsca) ten problem można powiedzieć, że uczucia w człowieku, a dokładniej dążenia człowieka na poziomie zmysłowym, są zawsze szczegółowe i zawsze dotyczą konkretnych rzeczy. Człowiek nie może odczuwać przyjemności z jedzenia owoców południowych w ogóle, tylko jest to zawsze przyjemność pochodząca z jedzenia konkretnej pomarańczy, kiwi, czy banana. Jest tak dlatego, że (co będzie jeszcze bardzo ważne w dalszej części tych rozważań) wszystkie zmysły działają w oparciu o 

Arystoteles 

odpowiednie organy cielesne. Ja widzę ponieważ posiadam oczy, które są w stanie reagować na światło. Podobnie jest z uczuciami. Czuję ponieważ, kiedy ja czuję, w moim ciele zachodzi pewien proces. Już w średniowieczu św. Tomasz z Akwinu pisał, że ten proces to jakaś przemiana cielesna (transmutatio corporalis). To, co cielesne zajmuje zawsze jakieś miejsce musi gdzieś być, musi być mierzalne. Dlatego uczucia przyjemności, bólu, pożądania, zawsze dotyczą czegoś konkretnego. Nie można zjeść z przyjemnością gatunku „banan”. Przyjemność jest w tym przypadku nieosiągalna ponieważ banan w ogóle nie istnieje w rzeczywistości tylko w moim myśleniu, jest tylko pojęciem. Nie chcę wchodzić tutaj w cały spór na temat natury ogólności, który w średniowiecznej filozofii był nazywany „Sporem o Uniwersalia”, ale bardzo ważne jest, żeby zdać sobie sprawę, że sfera zmysłowa jest czymś innym niż sfera ducha. Dlaczego to jest ważne dla naszego pytania? Ponieważ tylko duchowa część ludzkiej duszy (kiepsko to brzmi, ale nie da się chyba jaśniej tego powiedzieć), jest w stanie pracować na danych, które mają ogólną naturę. Zmysły zawsze ograniczają się do tego, co jest tu i teraz, rozum i wola mają dostęp do tego, co wieczne.

 

Teraz zauważmy, że ocena moralna nie może powstać w uczuciach, które zawsze posługują się szczegółowymi danymi. Może ona powstać tylko wtedy, kiedy do sfery uczuć dołączy się duchowa władza jaką jest rozum. Ocena moralna (akt oceny moralnej, nazywany także sumieniem constientia) polega przecież na połączeniu konkretnego czynu z ogólną normą moralną, której w żadnym wypadku nie mogą dostrzec zmysły. Zobaczmy to na przykładzie: Zapaliłem papierosa. Ocena moralna tego czynu jest możliwa tylko wtedy, kiedy ten konkretny czyn połączę z normą moralną – w tym przypadku – „nie zabijaj”, która to norma moralna nie jest aktualna tylko tutaj i teraz, ale zawsze, w każdych czasach i w każdym miejscu na ziemi.
 

 

Wracając do uczuć sfery zmysłowej. Skoro w samych zmysłach nie może być oceny moralnej, to uczucia same w sobie nie są moralnie dobre ani złe. Przyjemne jest zawsze dobre, ból jest zawsze zły. Dopiero wtedy, kiedy zaczynają działać wyższe władze duchowe można ocenić uczucie jako dobre bądź złe moralnie. Okazuje się wtedy, że przyjemność może być moralnie zła, a ból niekiedy dobry (kiedy na przykład przykro jest, że kogoś upominamy ze względu na jego dobro). Dlatego też na przykład w prawie mówimy o okoliczności łagodzącej działania w afekcie, bo niekiedy uczucia są tak silne, że jakakolwiek ocena moralna jest niemożliwa.
 

 

Drugie wielkie zagadnienie, to natura władz duchowych. Z racji tego, że nie zajmują się one rzeczami konkretnymi, tylko ogólnymi, nie mogą mieć one organów cielesnych. Innymi słowy myślenie jako takie nie jest organicznie związane z procesami zachodzącymi w ciele. I choć może się wydawać to niektórym szokujące używanie rozumu nie jest funkcją mózgu.

/

Jeżeli się dobrze oddzieli sferę duchową i zmysłową w człowieku, to dopiero wtedy można to poskładać z powrotem i powiedzieć, że przecież nie jesteśmy ani tylko duchowi i ani tyko cieleśni. Te dwie sfery nieustannie na siebie oddziałują. Kiedy myślimy o bananach i ich istocie „bananowatości”, to jednocześnie we władzach zmysłowych pojawia się obraz konkretnego banana. Przypominamy sobie ten obraz naszą wyobraźnią. To towarzyszenie zmysłów i rozumu nie oznacza jednak, że myślimy zmysłami i wyobrażamy sobie coś rozumem. Podobnie jest z wolą i zmysłami dążeniowymi. Wola chce dobra moralnego, które pokazuje jej rozum, ale jeżeli jest słaba, ulega temu co jest przyjemne i co poddają jej zmysłowe dążenia – uczucia.

 

Cały ten przydługi wywód ma pokazać, że jeżeli jest możliwe jakiekolwiek wpływanie farmakologiczne na człowieka, to można oddziaływać tylko na sferę cielesną. Nie można więc wpompować do rozumu 10 terabajtów danych, ponieważ dane ogólne nie zajmują miejsca i nie są w związku z tym policzalne tak, jak dane zmysłowe. Nie da się też oddziałać na wolę tak, aby przy pomocy prochów ją nakłonić do pragnienia dobra. 

 

Niesie to ze sobą niezwykłe konsekwencje. Oznacza bowiem, że można na wolę wpływać tylko pośrednio poprzez wzmacnianie uczuć, czyli jest to zawsze oddziaływanie z zewnątrz, poprzez ciało i zależne od niego zmysły. Jak jednak można wzmocnić uczucia? Można wzmocnić przyjemność i pożądanie, tak, aby osłabić wolę i uzależnić człowieka od czegoś. Można wzmocnić ból, i w ten sposób także nakłaniać wolę oddziaływaniem z zewnątrz, do zrobienia jakiejś rzeczy. Ale nie da się prochami, obojętnie jak zaawansowanymi technicznie, pokazać rozumowi dobra moralnego i wzbudzić w woli pragnienia dążenia do niego. Jest to możliwe pośrednio np. poprzez zadawanie człowiekowi bólu, kiedy czyni źle, jednak takie metody są już od dawna znane.

Św. Tomasz z Akwinu

Innymi słowy, nie da się w tej materii wymyślić nic nowego. Już Arystoteles zauważył, że nikt nie rodzi się cnotliwy i bycia dobrym człowiekiem, trzeba się po prostu nauczyć. Poza tym zwykłe doświadczenie uczy nas, że wszelkie prochy wpływające na ludzką psychikę raczej coś w człowieku psują niż pomagają, ponieważ rodzą uzależnienia itp. Zatem nie ma i nigdy nie będzie pigułki cnoty, która uczyni człowieka lepszym. Jednak może być i nawet znamy już pigułki uzależniające, które skutecznie osłabią wolę i ubezwłasnowolnią człowieka.  

 

Na koniec dodam jeszcze jedno. Kiedy św. Tomasz z Akwinu zastanawia się nad tym, czy na człowieka da się wpłynąć bezpośrednio oddziałując na jego rozum i wolę, to odpowiada, że dla drugiego człowieka i nawet dla anioła nie jest to możliwe. Tylko Bóg może działać na naszą duchową sferę bezpośrednio. Człowiek, który uważa, że będzie mógł bezpośrednio pobudzać wolę innego człowieka do dobra bądź zła, po prostu uległ odwiecznej pokusie wyrażonej w księdze Rodzaju słowami „będziecie tak, jak Bóg...” (Rdz 3, 5) Jeżeli zaś komuś wydaje się, że można być dobrym dzięki pigułce, to oczywiście jest to bardzo atrakcyjne, bo przecież nie trzeba w pocie czoła zdobywać cnoty, ale jest to tylko mrzonka i złudzenie, które mami rządzących i tych, którzy chcieliby coś wziąć i zapomnieć, tak jak proszek na ból głowy. Nie będzie więc żadnej Sumieniozyny na wyrzuty sumienia i Nemezisolu na poprawę sprawiedliwości, a jeśli ktoś chciałby poczekać, aż współczesna medycyna je w końcu wynajdzie, to prędzej doczeka się Sądu Ostatecznego.

 

ks. Tomasz Stępień