- Chcę, by karę wykonano w obecności widzów, tak by sami zobaczyli, dlaczego jestem biczowana - mówi Lubna Ahmed al-Hussein, która pracuje w gazecie "Al-Sahafa" oraz dla Misji ONZ w Sudanie (UNMIS).
Kobieta została oskarżona o działanie przeciw porządkowi publicznemu. - 3 lipca byłam w restauracji. Do lokalu weszli policjanci i zażądali od dziewczyn ubranych w spodnie, by poszły z nimi do komisariatu. Zabrali mnie i 12 innych dziewczyn. Dwa dni później 10 z nich wezwano do komisariatu w centrum Chartumu i każda z nich dostała po 10 batów – opowiada młoda dziennikarka nosząca zresztą islamską chustę.
Trzy pozostałe kobiety, do których należy dziennikarka, są oskarżone w na podstawie artykułu 152 sudańskiego kodeksu karnego, który przewiduje karę 40 batów za czyn, który gwałci moralność publiczną oraz za noszenie nieprzyzwoitych ubrań.
- Ta sprawa dotyczy w podobny sposób dziesięciu kobiet, którym wymierzono karę chłosty, ale także setek, tysięcy kobiet, które biczuje się każdego dnia tylko dlatego, że noszą spodnie – twierdzi dziennikarka. Podkreśla także, jak długotrwałe skutki dla kobiety i jej rodziny ma publiczna kara. - Dla jej rodziny oznacza to śmierć publiczną. Pomyślcie tylko o stanie emocjonalnym dziewczyny i wstydzie, który będzie towarzyszył jej do końca życia, tylko dlatego, że nosiła spodnie – dodaje al-Hussein.
Zdaniem organizacji International Christian Concern, zakaz noszenia spodni łamie także umowę pokojową z 2005 roku między muzułmańską północą kraju, a chrześcijańskim i animistycznym południem. - Tych praw nie da się stosować wobec niemuzułmanów – twierdzą działacze ICC.
MaRo/sks/France24/WND
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




