W tekście „Reducing Stigma in Reprductivie Health” Rebecca J. Cook i Bernard Dickens przekonują, że trzeba zerwać z moralną stygmatyzacją zarówno pracowników, jak i korzystających z „reprodukcyjnej opieki zdrowotnej” (pod taką nazwą ukrywają się zabójcy w fartuchach lekarskich pracujący w klinikach aborcyjnych i rodzice, którzy chcą zabić swoje dzieci).

„Ginekolodzy, którzy dokonują legalnych aborcji, na przykład, zasługują na taki sam szacunek jak inni, i nie powinni być określani jako «aborcjoniści»” - przekonują bioetycy. „Rola kreowania stygmatyzacji w publicznej polityce zdrowotnej, na przykład, by zmniejszyć liczbę palących, pozostaje politycznie kontrowersyjna, ale w odniesieniu do dostawców i odbiorców usług medycyny reprodukcyjnej można ją uznać, bez przesady, za barbarzyńską i niedopuszczalną formę regulacji, którą społeczeństwo musi odrzucić” - dodają.

A ja potwierdzam, że określania brutalnych zabójców tylko aborcjonistami, to rzeczywiście skandal. Ich trzeba nazwać po imieniu: płatnymi zabójcami w lekarskich fartuchach. Określenia ich aborcjonistami jest zbyt łagodne. Obawiam się tylko, że nie o to chodziło dwójce bioetyków.

TPT/Bioedge.org