Aktor przyznał, że od czasu premiery "Pokłosia" jest obiektem ataków ze strony osób, które uważają, iż swoim występem w filmie Pasikowskiego szkaluje dobre imię Polski. - Przyjmuję ciosy od tzw. hejterów - powiedział Stuhr.

 

Aktor jako przykład przytoczył pogróżki pod swoim adresem. Wspomniał, że ktoś chce "przetrzepać mu skórę albo namawia jego tatę, by to zrobił". - Ta rzeczywistość mnie śmieszy przede wszystkim - powiedział Stuhr, ale poźniej dodał, że po reakcjach, jakie wywołało "Pokłosie", "zaczął ważyć każde słowo".

 

Dlaczego to głównie Stuhr jest atakowany za film "Pokłosie", a nie choćby reżyser Władysław Pasikowski? - Wiedziałem, że Władek udziela wywiadów do paru gazet, które czyta, czyli do trzech - wyjaśniał Stuhr.

 

Jego zdaniem udział thrillerze to coś więcej, niż tylko wykreowanie głównej postaci. - Nie mogę powiedzieć, że ja w "Pokłosiu" tylko grałem, to jest udział w jakiejś wypowiedzi - stwierdził. Stuhr powiedział również, że cieszy się, iż taki film powstał. Wyraził też nadzieję, że "zostanie on na lata", w odróżnieniu od "kilkudniowej jatki w internecie".

 

- Nie radzimy sobie z tą tragiczną historią i o tym jest ten film - mówił odtwórca roli Józka. Jego zdaniem, "chodzi o samowiedzę", by Polacy mogli z tej tragicznej historii wyciągnąć wnioski na przyszłość.

 

 

AM/tvn24.pl