Służba wojskowa to nie tylko „praca”, ale przede wszystkim „służba”. Mniej zastosowań ma (powinien mieć) tu kodeks pracy, a więcej zasada, że służba w wojsku to misja dla kraju, który jest ojczyzną żołnierza.

Jeśli Polak (Francuz, Rosjanin czy Senegalczyk) dobrze gra w angielskim klubie piłkarskim, to zarabia w Anglii, ale służy jednocześnie interesom angielskim i polskim (francuskim, rosyjskim, senegalskim). Dlatego dziś wieczorem będę kibicował Arsenalowi z Wojciechem Szczęsnym w bramce. Będę cieszył się ze zwycięstwa tego klubu i będę dumny, jeśli Pan Wojciech przyczyni się do tego sukcesu. Będę cieszył się ze zwycięstwa Arsenalu z Barceloną, ale i z Bayernem Monachium czy AC Milan. Inaczej bym się czuł, gdyby Arsenal grał z Lechem Poznań. Mówiąc najkrócej mam takie odczucia, bo dla mnie ważniejsze jest dobro Polski, niż dobro Anglii.

Służba wojskowa w obcej armii to jednak nie jest kwestia uczuć czy osobistych sympatii, a interesu narodowego. Tak, uważam, że w polskim interesie narodowym jest to, by Polacy służyli tylko i wyłącznie w polskiej armii. To, że jesteśmy w strukturach NATO razem z Niemcami nie ma nic do rzeczy, bo to Polska (teoretycznie polski Sejm) decyduje, w której misji międzynarodowej, w którym konflikcie zbrojnym bierze udział polskie wojsko. Do teraz wszakże, bo jaki będzie wpływ polskich parlamentarzystów na cel operacji wojskowych innego państwa?

Nic z góry nie zakładam, ale i nie wykluczam, że będą takie operacje wojskowe Bundeswehry, które będą sprzeczne z interesami Polski. I co wtedy? Jako partnerzy gospodarczy i polityczni Niemiec będziemy mogli interweniować. Mam jednak wrażenie, że te interwencje będą tak samo skuteczne, jak interwencje polskiego rządu do rządu Rosji w sprawie raportu MAK.

Piotr Strzembosz

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »