- Około godziny trzeciej w nocy podjechała straż miejska, ogrodzono teren w celu jego "uprzątnięcia" – mówi Joanna Burzyńska, uczestniczka czuwania pod Pałacem. Relacjonuje, że część wieńców modlący się przenieśli pod pomnik ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, natomiast zniczami zajął się wóz strażacki.
- Polewano je wężem, aż syczało. Później podjechali ludzie z samochodem firmy SITA i zebrali je w wielkie wory, by następnie wywieźć na śmietnik – dodaje kobieta.
- Prezydent Bronisław Komorowski mówi o zgodzie i pojednaniu. Chciałabym mu postawić pytanie, jak się czuje, gdy wypowiada te słowa, jednocześnie dozwalając na profanację hołdu pamięci. Pewnie jego małżonka Anna również stawiała znicze w Smoleńsku, a tutaj, w Polsce, wyrzuca się lampki postawione przez Polaków tym samy ofiarom – podkreśla Burzyńska.
- Nic na ten temat nie wiem, żeby warszawska straż pożarna gasiła w nocy znicze - oznajmia z kolei aspirant Piotr Tabencki z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej m.st. Warszawy.
Z kolei Straż Miejska m.st. Warszawy potwierdza, że brała udział w akcji. - Straż miejska asystowała służbom sprzątającym dzisiaj w nocy podczas usuwania zniczy, które już się wypaliły - mówi Jolanta Borysewicz ze Straży Miejskiej m.st. Warszawy.
Burzyńska podkreśla, że część zniczy mogło się palić jeszcze przez pięć dób.
eMBe/NaszDziennik
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
