"Kobieta umarła, bo lekarze bojąc się, że spowodują poronienie, nie chcieli jej badać" - diagnozuje dziennikarka Ewa Siedlecka w "Gazecie Wyborczej". Jej jedynym źródłem jest pytanie Trybunału do polskiego rządu oraz stanowisko proaborcyjnej Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
Co wiadomo na temat tragicznego przypadku 25-letniej mieszkanki Piły, która była w ciąży i chorowała na przewlekłe zapalenie jelita. Przypomnijmy - kobiecie po raz pierwszy zdiagnozowano chorobę w maju 2004 roku, gdy była na przełomie pierwszego i drugiego miesiąca ciąży. We wrześniu poroniła, w październiku sama zmarła na sepsę.
Teraz jej matka - po przegraniu procesu przed polskim sądem - dochodzi sprawiedliwości w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Twierdzi, że lekarze nie zastosowali wszystkich dostępnych środków, żeby uratować kobiecie życie. Przede wszystkim nie przeprowadzili endoskopii - badania, które, zdaniem kobiety, mogło ją uratować. Pełna endoskopia jest rzadko przeprowadzana u kobiet w ciąży, ponieważ może doprowadzić do uśmiercenia dziecka.
W relacjach "Gazety Wyborczej" zabrakło jednego: opinii drugiej strony sporu: lekarzy, którzy prowadzili sprawę ciężarnej i ciężko chorej kobiety. "GW" przyznaje, że szpital w Łodzi, gdzie potraktować miano kobietę obcesowo i gdzie odmówiono jej endoskopii był jedną z 11 placówek, które próbowały jej pomóc. W tekście nie ma ani jednego fragmentu z którego wynikałoby, że tak samo postąpiła którakolwiek inna pacówka.
DLACZEGO O SPRAWĘ KOMENTARZA O TYŁKU PYTAMY SZPITAL W PILE, SKORO STAŁO SIĘ TO RZEKOMO W SZPITALU W ŁODZI.
- Oczywiście pamiętam sprawę tej pacjentki, głównie dlatego, że w 2007 roku nasz szpital wizytowała wieloosobowa komisja powołana przez ministerstwo zdrowia, która zajmowała się sprawą – mówi portalowi Fronda.pl Grzegorz Wrona, dyrektor szpitala specjalistycznego im. Stanisława Staszica w Pile. Tłumaczy się, że nigdy jego placówka nie usłyszała żadnych zarzutów. Sam doktor Wrona też nie ma żadnych zarzutów do swoich podwładnych. - Pacjentka była informowana o jej stanie a następnie konsultowano z nią i uzgadniano strategię postępowania. Z tego co pamiętam, po ówczesnej diagnozie badanie endoskopowe w ogóle nie było potrzebne - mówi. PROSZĘ O WYJAŚNIENIE CO TO JEST ENDOSKOPIA, W JAKIM CELU SIĘ JĄ WYKONUJE I Z CZEGO WYNIKAJĄ ZAGROŻENIA DLA PŁODU. PROSZĘ TEŻ O USTALENIE DLACZEGO ENDOSKOPIA NIE BYŁA KONIECZNA I JAKIE BADANIA JĄ ZASTĄPIŁY. PROSZĘ, ŻEBY TO ZROBIŁ KTOŚ POD NAZWISKIEM.Rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania (jego instytucja prowadziła w tej sprawie śledztwo) powołuje się na raport trzech ekspertów. Dokument stwierdza, że endoskopia nie była potrzebna do zdiagnozowania schorzenia, na które cierpiała kobieta.- Według opinii zachowano się prawidłowo, by utrzymać zarówno życie pacjentki i dziecka. Według tych ustaleń, nie ma żadnego związku między działaniem lekarzy a śmiercią pacjentki - mówi.PROSZĘ O OPANOWANIE CHAOSU. NADAL NIE WIEM CO SIĘ STAŁO TEJ KOBIECIE I JAK EWOLUOWAŁA JEJ CHOROBA.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
