Opozycyjna koalicja „Gruzińskie Marzenie”, przewodzona przez miliardera Bidzinę Iwaniszwilego, pokonała w wyborach parlamentarnych Zjednoczony Ruch Narodowy prezydenta Micheila Saakaszwilego. Mało kto spodziewał się takiego rezultatu.


Ten wynik jest zaskakujący. Poza samą opozycją chyba nikt nie przewidywał jej zwycięstwa. Wiadomo było jedynie, że jest silna i z dużą reprezentacją wejdzie do parlamentu. Zapowiadała też kwestionowanie wyników wyborczych, jeśli w nich nie zwycięży. Ale zwycięstwa, tak gładkiego i tak szybko przyznanego przez władze, chyba mało kto się spodziewał. Na porażkę obecnego prezydenta złożyło się przede wszystkim zmęczenie społeczeństwa Saakaszwilim i jego ekipą. Czas jego władzy to intensywny okres reform, jest on też postrzegany jako bardzo wyrazista postać – to wszystko mogło być dla dużej części społeczeństwa męczące. Pojawiały się też elementy arogancji, nadużywanie władzy…


Wielu ekspertów o tym mówi, ale mało kto wyjaśnia co się pod tymi określeniami kryje. Czy obecny prezydent ręcznie sterował państwem, łamał konstytucję, nadużywał swojej władzy?


Zarzucano Saakaszwilemu, że nie została dokonana pełna reforma systemu sądownictwa, że władze mają duży, nieformalny wpływ na media. Oczywiście nie oznacza to, że mieliśmy do czynienia z sytuacją ręcznego sterowania sądami, czy brakiem wolnych mediów. Władze też sporo zrobiły żeby metodami administracyjnymi wyeliminować Iwaniszwilego z wyborów, cofnięto mu obywatelstwo, wykorzystywano do jego zwalczania rozmaite kruczki prawne. Duży wpływ na społeczeństwo miał też skandal z taśmami ukazującymi tortury w więzieniach. Być może przyciągnęły one część osób niezdecydowanych na stronę opozycji. Na tym tle pojawia się postać Iwaniszwilego, który jest miliarderem, od wielu lat prowadzącym działalność filantropijną i charytatywną w Gruzji. Swoją rolę w kampanii wyborczej odegrały jego gigantyczne pieniądze. Iwaniszwili był w stanie zdobyć młodzież, która nie pamiętała czasów Szewardnadzego i nie była w stanie docenić tego, co się dokonało w Gruzji pod rządami Saakaszwilego. Ci młodzi chcieli mieć też zapewne swoje pokoleniowe, rewolucyjne doświadczenie.


Bidzina Iwaniszwili zbił majątek liczony w miliardach euro w Rosji. Nikt w tym kraju nie staje się oligarchą nie będąc blisko związanym z Kremlem. Czy w takim razie można o nim mówić jako o człowieku Putina?


Bezpośrednie oskarżenia o to, że jest on człowiekiem Putina, nie padały nigdy. Władze sugerowały, że jest on niebezpiecznie powiązany z rosyjską mafią, ze służbami specjalnymi, że jest „projektem Kremla”. Część społeczeństwa gruzińskiego była również zmęczona stałym rozgrywaniem przez obóz rządzący zagrożeniem rosyjskim, które jest faktem, ale powtarzane w kółko było traktowane jako usprawiedliwienie działań władzy i manipulowanie społeczeństwem. Dlatego oskarżanie opozycji o bliskie stosunki z tym krajem straciło siłę rażenia.

 

Jaki jest program wyborczy koalicji „Gruzińskie marzenie”? Składa się ona z wielu różnorodnych partii, które wydaje się, że łączy tylko niechęć do obecnego prezydenta.

 

Trudno określić program Iwaniszwilego. „Gruzińskie marzenie” jest bardzo dobrą nazwą, gdyż uosabia nie tyle program, ale marzenia wielu Gruzinów. Iwaniszwili deklaruje, że będzie kontynuował politykę prozachodnią i nie ma podstaw by sądzić, że będzie inaczej. Na pewno będzie chciał naprawić stosunki z Rosją, co będzie o tyle łatwe, że Kreml nie rozmawiał z Saakaszwilim, zamknął granicę, wprowadził wizy itd. Iwaniszwili na tym polu będzie mógł łatwo odnotować sukces, gdyż Moskwa go w tym wesprze. Istotną zapowiadaną zmianą, która zapewne wstrząśnie krajem, jest groźba rozliczeń ludzi Saakaszwilego za imputowane im nadużycia. W praktyce może się to wiązać z czystkami w aparacie, bądź pokazowymi procesami.

 

Czy Rosja za pomocą Iwaniszwilego będzie chciała odrestaurować swoje wpływy w tym regionie?

 

Oczywiście. Kreml na pewno wyniki tych wyborów sprzeda jako klęskę Saakaszwilego, jego awanturniczej polityki i porażkę całej rewolucji róż. Zapewne przedstawi wachlarz chwytliwych społecznie ofert pod adresem nowego rządu. Może to być otwarcie rynku na produkty gruzińskie, zmiana reżimu wizowego i łagodniejsza retoryka. Zakładam, że Iwaniszwili chętnie te inicjatywy podejmie, gdyż będą one pokazywały, że wprowadza nową jakość w politykę gruzińską. On nie ma jednak żadnych instrumentów, czy mocy sprawczej, by do tego doprowadzić, ale ta sytuacja jest po prostu na rękę Rosji.

 

Czy to już koniec politycznej kariery Saakaszwilego?

 

Powiedziałbym, że początek końca. Symbolicznie, mentalnie jest to klęska, koniec pewnej epoki, chociaż Saakaszwili jeszcze przez rok będzie prezydentem. W Gruzji panuje system prezydencki, więc ma on jeszcze mnóstwo poważnych instrumentów realnej władzy. Myślę jednak, że w tej sytuacji jego mandat społeczny będzie ograniczony. Na pewno nowy rząd, parlament będzie ze wszystkich sił dążył do ograniczenia jego władzy, nie wykluczam prób dokonania impeachmentu, czy innych tego typu działań. On jest obecnie zepchnięty do bardzo głębokiej defensywy. W wyborach prezydenckich w przyszłym roku nie może startować, widać więc, że po przegranych wyborach parlamentarnych nie bardzo jest dla niego miejsce w konstytucyjnym porządku.

 

Jaki jest stosunek Gruzinów do Rosji? Z naszej perspektywy może się wydawać dziwne, że wybierają oni kandydata, który oskarżany jest o bliskie kontakty z Kremlem pomimo tego, że tak niedawno doświadczyli rosyjskiej inwazji. Chociaż z drugiej strony należy pamiętać o kulturowej i religijnej bliskości obu narodów.

 

Stosunek Gruzinów do Rosji zawsze był skomplikowany. Z jednej strony zauważalne jest poczucie kulturowej bliskości, chociaż jest ono od pewnego czasu wypierane przez europejskie zakorzenienie. Dość powszechne jest poczucie, że to Rosja dokonała aneksji Abchazji i Osetii. Myślę, że od takiego myślenia nie jest wolny Iwaniszwilii lub przynajmniej znaczna część jego współpracowników. Nieufność do Rosji, poczucie bycia zdominowanym przez ten kraj, jest powszechne. Gruzini żyją w ciągłym zagrożeniu rosyjskim atakiem, mają w pamięci wojnę. Podejrzewam, że z dużą ulgą znaczna ich część przyjmie wrażenie, że oto te zagrożenie zmalało, że odsunęła się perspektywa nowej wojny lub że w ogóle zniknęła.

 

Jakby pan podsumował lata rządów Saakaszwilego?

 

Zbudował on na nowo struktury państwa, gdyż w okresie rządów Szewardnadzego istniały one jedynie fasadowo. Przebudował je w duchu zachodnim, na poły europejskim, na poły amerykańskim. Na pewno jego rządy były wielką zmianą mentalnościową, zwłaszcza dla ludzi młodych, co widać na bardzo wielu poziomach: od poczucia bycia Europejczykiem, członkiem cywilizacji zachodniej, do rozpowszechnienia języka angielskiego i wypierania rosyjskiego. Przeorientował też gospodarkę na związki z Zachodem, jasno określił perspektywę integracji euroatlantyckiej. Doprowadził do zmian w systemie edukacji, która działa teraz według europejskiego systemu. Odniesiono ogromny postęp w walce z korupcją. I najważniejsze – społeczeństwo poczuło dumę z sukcesu z tego, że w tak krótkim czasie udało się zreformować państwo.


Rozmawiał Petar Petrović (Polskie Radio)