„Obecnie wydaje się, że Nuncjatura Apostolska w Kijowie powinna zainteresować się prowadzeniem przez księży i hierarchów Cerkwi greckokatolickiej nieformalnej kanonizacji Stefana Bandery. Dla większości z nich wódz Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów już jest świętym. Ostatnia pielgrzymka kapelanów armii ukraińskiej po sanktuariach maryjnych Europy zakończyła się np. w Monachium przy grobie Bandery. Jej kierownik zachęcał zebranych, by nie tylko modlili się za duszę wodza, ale by rozpowszechniali stworzone przez niego idee wśród ukraińskich żołnierzy.

 

Na koniec zaś wezwał wszystkich zebranych, by położyli dłonie na grobie Bandery – by jego duch przeniknął do ich szpiku kości i dodał im odwagi!

 

„Banderyzacja” Cerkwi greckokatolickiej to dla Stolicy Apostolskiej trudny problem, ale niewątpliwie będzie musiała stawić mu czoła. Kościół katolicki w swoich wschodnich odmianach nie może być bowiem przytułkiem dla banderowskich idei. Jeżeli Watykan dalej będzie milczeć, to wkrótce trafi do niego wniosek Cerkwi greckokatolickiej o ogłoszenie Stefana Bandery świętym…” - pisze Koprowski w "Najwyższym Czasie".

 

Stepan Bandera jest negatywnie oceniany przez Polaków. Jako ideologa UPA, obciąża się go odpowiedzialnością za rzeź Polaków na Wołyniu dokonaną przez ukraińskich nacjonalistów.

 

Kontrowersje budzą również przygotowania do kanonizacji ojca Stepana Bandery – Andrija, który był grekokatolickim proboszczem w Uhryniowie w województwie stanisławowskim. Był posłem do parlamentu Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej i opiekunem duchownym Ukraińskiej Armii Galicyjskiej. Duchowny był więziony i katowany przez NKWD. W 1941 roku został zamordowany przez Sowietów i – zdaniem Ukraińskiej Cerkwi Grekokatolickiej – jako, że „zginął za wiarę” powinien zostać beatyfikowany - informowała "Rzeczpospolita" w 2009 r.

 

Jarosław Wróblewski/nczas.com /rp.pl