- Moja organizacja nie zamierza rezygnować ze swego prawa. Decyzje należą do prezydium Związku Wypędzonych - mówi cytowana przez „Der Spiegel” szefowa Związku, która już wkrótce może stać się jedną z poważniejszych kości niezgody podczas koalicyjnych rozmów między.
Politycy FDP nie chcieli jej osobą obciążać stosunków z Polską i Czechami. Angela Merkel po raz kolejny będzie musiał zająć stanowisko w sprawie zdeterminowanej „wypędzonej”.
Steinbach miała być jednym z 13 jej członków oraz jedną z trzech osób delegowanych do tego gremium przez Związek Wypędzonych (BdV). Zrezygnowała w marcu tego roku wskutek gwałtownych sprzeciwów Warszawy oraz weta zasiadających wówczas w rządzie członków SPD. – Moja rezygnacja ma charakter przejściowy – tłumaczyła wtedy Steinbach.
– Postulaty pani Steinbach są nierozsądne. Już raz zrezygnowała z miejsca w radzie fundacji i nie widzę powodu, aby miała je zająć. Prowadziłoby to do niepotrzebnego obciążenia naszych relacji z Polską – tłumaczył „Rz” Werner Hoyer, polityk FDP typowany na sekretarza stanu w niemieckim MSZ.
Kandydaturę Steinbach popiera Alexander Dobrint, sekretarz generalny CSU. Chadecy w programie wyborczym "Mamy siłę - razem dla naszego kraju" umieścili zapis dotyczący niemieckich "wypędzonych". "Związek Wypędzonych ma prawo do samodzielnej decyzji o umieszczeniu swojego członka w radzie fundacji (...) Chadecy będą wspierać działania organizacji wypędzonych (...) Nadal jest ważne prawo do ojczyzny. Wypędzenia każdego rodzaju muszą zostać potępione, a prawa wypędzonych uznane" - czytamy w dokumencie.
MaRo/Naszdziennik.pl/Rp.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

