Erika Steinbach, która jest nic nie znaczącą posłanką do Bundestagu i członkinią zarządu Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej bez żadnych wpływów, gorąco przywitała na corocznym spotkaniu Związku Wypędzonych kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Ta z kolei odwdzięczyła się niezobowiązującymi słowami poparcia dla przewodniczącej BdV.

- Nie zasłużyła sobie na tak surową krytykę – mówi o Steinbach niemiecka kanclerz w kontekście wypowiedzi przeciwników przewodniczącej. Wyraziła także swoje zrozumienie dla bólu członków Związku z powodu rezygnacji ich liderki z miejsca w radzie fundacji mającej opiekować się centrum wypędzonych. – Nikt się o powstanie centrum tak nie starał jak Erika Steinbach – twierdzi Merkel. Jednak dzięki tej decyzji udało się w ogóle ruszyć prace fundacji. Decyzja Steinbach świadczy – według niemieckiej kanclerz – o politycznym wyczuciu przewodniczącej Związku Wypędzonych.

Ta nie pozostała dłużna partyjnej koleżance. - Mówię to z pełnym naciskiem: Pani Kanclerz stoi po naszej stronie – stwierdziła Steinbach.

Do Związku Wypędzonych należy obecnie ok. 2 mln osób. Nie wszystkie jednak można nazwać dosłownie wypędzonymi, gdyż osób, które rzeczywiście musiały opuścić po II wojnie światowej swoje domy mieszka w RFN 1,84 mln osób. Zresztą część z nich to „wypędzeni” z domów wcześniej odebranych ich prawowitym mieszkańcom (takim przypadkiem jest Erika Steinbach). Pozostali członkowie to dzieci i wnuki tych osób, oraz osoby, które wyjechały z ZSRR długo po wojnie.

Związek Wypędzonych, którego 85 proc. budżetu pochodzi z państwowej kasy, cierpi na brak świeżej krwi. - W związku z tym wiele kół musiało ostatnio się rozwiązać – twierdzi rzecznik prasowy organizacji.

 

sks/FAZ/Die Welt

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »