Niemiec mieszkający w Polsce stara się wytłumaczyć czytelnikom, skąd się biorą polskie obawy wobec muzeum upamiętniającego wypędzonych. - Polacy są po prostu przeciwni Centrum Wypędzonych. Mówią, że i oni mają swoje trzy miliony wypędzonych, którzy powinni znaleźć się na pierwszym planie. W końcu niemieccy wypędzeni są skutkiem niemieckiej agresji. Ponadto Polacy mają wrażenie, że niemieckie rozliczenia z przeszłością wcale nie przebiegły tak dobrze, jak twierdzą zwolennicy Centrum – tłumaczy Steffen Möller dziennikowi „die Tageszeitung”.
A jak jest z polskimi rozliczeniami z przeszłością? - pyta dziennikarka „die Tageszeitung”. Möller odpowiada: - Bez wątpienia w Polsce istnieją problemy z relacjami z wypędzonymi. Zarówno niemieckimi, jak i własnymi. Przez czterdzieści lat nie mogły one ujrzeć światła dziennego, jako że ziemie zabrane należały do bratnich komunistycznych państw – mówi satyryk. - Erika Steinbach staje się obszarem projekcji wszystkich antyniemieckich obaw. Od czasów Williego Brandta funkcjonuje konsensus na temat ziem wschodnich: Nie chcemy ich odzyskać. Jednak wielu Polaków wierzy, że mówią to jedynie niewielkie grupy opiniotwórcze, w rzeczywistości zaś pod przykrywką się gotuje – twierdzi Niemiec.
- W tej dyskusji, także w programach publicystycznych o Centrum Wypędzonych, tworzy się raczej sztuczne przepaści – mówi niemiecki aktor. - Ludzie powinni sobie wyrobić niezależne zdanie na temat Polski. Różni znawcy Polski mogą opowiadać o bocianach, długich alejach i mazurskich bagnach, ale ja nie mogę już tego słuchać – ocenia Möller niemiecką znajomość Polski.
- Podstawowe emocjonalne pytanie brzmi: Czy Niemcy mogą same budować muzeum wypędzonych, bez ogólnych europejskich ram? Dla Polaków, największych euroentuzjastów, jest to niezrozumiałe – uważa Möller.
Czy polsko-niemieckiemu aktorowi łatwo się odnaleźć w sytuacji, w której broni zarówno stanowiska Polaków, jak i Niemców? - W Polsce muszę bronić pozycji niemieckiej i tłumaczyć, że wypędzeni byli w Niemczech latami ignorowani. Staram się pozostać obiektywny, ale temat jest emocjonalny. Czasami ludziom puszczają nerwy i wtedy wychodzę na lizusa Polaków – zresztą to nie jedyna inwektywa jaką na swój temat słyszałem – stwierdza Steffen Möller.
sks/taz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

