W poniedziałek 5 maja rozpoczęły się matury i Ruch Narodowy opublikował swoje postulaty programowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Obawiam się, że gdyby były one pracą maturalną, narodowcy dostaliby za nie „pałę”. Po pierwsze, nie mieszczą się one w polityczno-prawnym kluczu (co akurat nie stanowi dla mnie problemu). Ale i na „starej” maturze by polegli, gdyż – po drugie – napisali wypracowanie nie na temat.

W zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego nie ma bowiem znaczenia, jakie poglądy ma Ruch Narodowy na podatki, system emerytalny czy dług publiczny. Tymi wszystkimi sprawami Parlament Europejski się nie zajmuje (a jeśli już, to w minimalnym stopniu). Przy najlepszych chęciach, nawet gdyby potraktować kampanię jako okazję do „debaty o Europie”, spraw Unii dotyczy mniej-więcej co trzeci postulat – i to w dodatku głównie te umieszczone na samym końcu dokumentu.

Zostawiając sobie lekturę tez podatkowych czy konstytucyjnych na wybory parlamentarne, skupię się więc na tych postulatach RN, które dotyczą UE. Można odnieść wrażenie, że Unia jest dla narodowców uciążliwym owadem, który starają się co rusz odpędzić machnięciem ręki – to zakazem sprzedaży ziemi cudzoziemcom, to niechęcią do pakietu klimatycznego. Widoczne jest to zwłaszcza w przypadku rozdziału dotyczącego „Obrony Kresów i polskiej mniejszości”. Aż prosi się on, by np. wspomnieć o nieuznawanej w Niemczech mniejszości polskiej, czy haniebnych praktykach Jugendamtów – a np. tym ostatnim tematem zajmował się w kończącej się kadencji PE. Tymczasem narodowcy widzą w tym kontekście tylko problemy na Ukrainie, Białorusi i Litwie. Co to ma wspólnego z UE (prócz sytuacji na Litwie), nie wiem. Dopiero na końcu pojawia się bliżej nieokreślona propozycja poddania „szczególnej trosce Polski” najświeższej fali emigracji do państw UE.

Na plus należy narodowcom zaliczyć głoszenie postulatu wypowiedzenia Traktatu Lizbońskiego i zawarcia w UE traktatu suwerennościowego. Choć pierwsza propozycja może być politycznie bardzo trudna do zrealizowania, a druga jest bardzo enigmatyczna, Ruch Narodowy pozytywnie odróżnia się w tym miejscu na tle swego głównego konkurenta w tych wyborach – Nowej Prawicy – która poza populistycznym eurosceptycyzmem nie ma w tych wyborach nic do zaoferowania. Krótki rozdział „Europa Ojczyzn zamiast eurokołchozu” jest zdecydowanie najlepszym fragmentem całego dokumentu, choć razi to, iż większość zawartych w nim postulatów (sprzeciw wobec unii bankowej i flag UE wiszących na polskich urzędach) ma charakter negatywny.

Plusem „Postulatów” jest przede wszystkim to, że w ogóle zostały przedstawione. Do tej pory swój „Program”, z którego także trzeba kwestie europejskie oddzielać niczym Kopciuszek mak od piasku, przedstawił PiS. Swój „Manifest Europejski” przedstawiła Platforma Obywatelska, program wyborczy dotyczący UE ma także Polska Razem. Reszta ogranicza się albo do kilku haseł, albo do minimalistycznych spotów o niczym. Aby z tych wyborów wycisnąć jakiś sens, warto wykorzystać je jako dyskusję na temat naszego członkostwa w Unii i ewentualnej jej reformy. Mało kto to umie i, niestety, Ruch Narodowy chyba także nie za bardzo.

Stefan Sękowski
Autor jest dziennikarzem „Gościa Niedzielnego”