Według Federalnego Urzędu Statystycznego w Niemczech liczba zgłoszonych aborcji spadła w zeszłym roku o 2% do 114.500. Działacze prolife nie widzą jednak zdecydowanej zmiany.

 

Przewodnicząca federalnego związku walki o prawo do życia, Claudia Kamiński cieszy się z pozytywnych statystyk: - Każda aborcja, która nie dojdzie do skutku to jeden człowiek więcej, który może żyć - powiedziała portalowi idea. Jednakże spadek podyktowany jest również faktem zmniejszającej się liczby kobiet w wieku rozrodczym. Nadal więc ciemna statystyka pozostaje wysoka, gdyż lekarze nie muszą zgłaszać wszystkich aborcji. Pani Kamiński szacuje, że fatyczna liczba waha się między 200.000 a 250.000. Jednak nawet zgłoszone morderstwa nienarodzonych w liczbie 114.500 to świadectwo społecznego zubożenia.

Także przewodniczący spotkania chrześcijańskich grup walczących o prawo do życia, Hartmut Steeb powątpiewa w wiarygodność liczb podawanych przez Federalny Urząd Statystyczny. Nie sprawdza się nawet wyrywkowo czy zgłaszane przez lekarzy i szpitale aborcje zgadzają się z danymi w kasach chorych. Niezauważalne pozostaje również przyjmowanie „pigułki po stosunku" także skutkujące przerwaniem ciąży.

Liczba nastolatków poniżej 18 roku życia, która postanowiła dopuścić się aborcji spadła w zeszłym roku wg statystyki o 800 do liczby 5.300. To wskazuje na lepszą edukację seksualną. Szczególnie skuteczne na tym polu są takie organizacje jak „Biały Krzyż" czy grupy walczące o prawo do życia.

 

ksek/Idea.de

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »