Pisarz przyznał już niemal rok temu we „Wprost”, że kupi sobie barana i nazwie go Smoleńsk. „Myślę, że to jest w sumie niezłe uczczenie pamięci katastrofy, na tyle tego, co się wyprawia dookoła niej, tego nieludzkiego cyrku, który pamięć tych nieszczęsnych ludzi depcze w jakimś sensie, używając jej politycznie, więc ją ośmieszając” – mówił pisarz. Jego zdaniem wszyscy zapomnieli już o ofiarach katastrofy. „Mamy jakąś karykaturę pamięci i to jest zasługa tych, którzy o nią walczyli. Więc mają, co chcieli, a ja będę miał barana Smoleńsk” – dodał Stasiuk, który teraz rozwija „twórczo” swoją myśl w „Gazecie Wyborczej”.
„Pokażę pani małego baranka. Dopiero się urodził. Piękny, cały czarny. Proszę popatrzeć na oczy. Pod wełenką czuć już wyrastające różki. Może to będzie Smoleńsk 2?”- mówi w wywiadzie dla „GW”. Dziennikarka zapytała dlaczego tak nazwał barana i czy nie jest mu mało obrażania ludzi? „Bo jego matka jest owcą. Czy nie jest piękna? To mój wkład w upamiętnienie katastrofy. Mój ciepły, żywy pomnik, pełen swojego owczego wdzięku. Jeśli jest w tym ironia, to niewielka i podszyta współczuciem. Dlaczego nie nazwać owcy? Lepsza jest jakaś pamiątka na Krakowskim Przedmieściu z 96 światełek, co mają błyskać? Syn Smoleńska też będzie miał potomstwo i niech to tak trwa”- mówi Stasiuk. „Ludziom trudno z baranem łączyć tragedię. Jakby pan tak jakiegoś lwa nazwał, to może by to panu jakoś uszło. A pan nazwał Smoleńskiem głupiego barana”- mówi dziennikarka. „No tak, zaraz lwa! Chciałoby się! A że ta katastrofa była w pewnym sensie katastrofą baranią, to nikt nie dostrzega? Poza tym baran nie jest dla mnie synonimem głupoty absolutnej, tylko pewnej doskonałości. Baran w baraniości swojej jest doskonały. I wcale nie jest głupi. Ma swoje życie, zaprogramowane przez naturę tak, a nie inaczej, i w tym, czym jest, jest idealny. Tak jak kot w swojej kociości się spełnia, pies w psiejsiości. O! Jest też ofiara niewinnego baranka, jak pani woli. W jakimś sensie ci, co zginęli, byli przecież niewinni”- odpowiada swawolnie Stasiuk.
„Dlaczego oni nie rozumieją, że to, co zrobili z tą katastrofą, mogło mnie wściec? Wkurwić po prostu. Jak można nieszczęśliwy wypadek i zbieg okoliczności sakralizować i czynić z niego symbol religijny?! Mówić, że polegli! Jak można zestawiać katastrofę samolotu z dwudziestoma tysiącami ludzi zabitych strzałem w tył głowy i zakopanych w bezimiennych dołach??! To jest kolosalny moralny przekręt. Tam nie było żadnego bohaterstwa, nie było żadnej ofiary. Po prostu zginęli urzędnicy. Codziennie ktoś ginie. Nie można przestrzeni społecznej zakażać trupim fetyszem. Mnie to obraża, że można popełniać tak horrendalne nadużycie i używać go do celów politycznych. Mamić biednych ludzi, zmuszać ich do stania pod krzyżem, bo oni przecież wierzą w te wszystkie opowieści. I jeszcze myślą, że to Ruskie strącili samolot. A było lecieć w ogóle tam?! Do tej okrutnej, krwawej Rosji? Do paszczy tego odwiecznego lwa czy tygrysa syberyjskiego”- „błyskotliwie” zauważa pisarz i kontynuuje kpiny: „Trzeba było nie lecieć, tylko pociągiem, skoro ta Rosja to otchłań zła, antypolski antychryst. Minimalizować ryzyko. A nie liczyć na Opatrzność, która, gdy idzie o Rosję (oraz Niemcy), zawsze dawała Polakom do zrozumienia, po której jest stronie. Ale jak widać, jako ostatni katolicki naród Europy nie bardzo potrafimy odczytywać boskie sugestie”. Stasiuk również „rozpracował” poziom inteligencji polskiej prawicy. „To żenujące i smutne. Zwykle rano w necie robię sobie przegląd prasy i portali - prawicowych również - i to, co tam znajduję, to skowyt zbitego psa. To wiodąca tonacja. Udręka bitych, niechcianych dzieci No, podniebna pretensja do rzeczywistości, że nie taka. Mam dla tego współczucie jakieś, ale Nie. Nie chce mi się o tym gadać w ogóle Wielkanoc idzie”- mówi największy z pisarzy.
Teraz wiecie czym jest przemysł pogardy?
Ł.A/Gazeta Wyborcza

