Weźmy na przykład zarzut handlu narkotykami, przy którym prokuratura upiera się z zaciętością godną lepszej sprawy – spośród trzydziestu jeden świadków tylko jeden twierdzi, że chyba (!) widział, jak Piotr S. kupował amfetaminę. Jeżeli na tym opierać się ma całe oskarżenie o udział w grupie przestępczej handlującej środkami odurzającymi to Wysoki Sąd powinien pana prokuratora bądź też panią prokurator przełożyć przez kolano i włoić sędziowskim młotkiem na goły zadek. Cóż jednak poradzić, wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że „Staruch” nie siedzi za żadne narkotyki, pobicia czy burdy, ale za Donalda i jego Tolę. Zarzuty kryminalne to tylko farsa mająca zamaskować prawdziwy cel wsadzenia szefa kibiców „Legii” do kryminału, czyli zastraszenie krytycznych (delikatnie rzecz ujmując) wobec rządu młodych ludzi.
Zostawmy jednak polityczną stronę i skupmy się na aspekcie prawnym. Zestawienie obydwu spraw – podejrzanych o pobicie ze skutkiem śmiertelnym i Piotra S. podejrzanego o handel narkotykami pokazuje, że Polacy wobec prawa równi nie są a sposób ich traktowania przez sądy jest uzależniony od „widzimisię” sędziów i tajemniczych rozkazów z góry. Osiemdziesiąt tysięcy złotych kaucji było sumą zaporową, mającą w praktyce uniemożliwić „Staruchowi” wyjście na wolność. Jestem pewien, że jej wpłacenie zdrowo namieszała w tzw. „kręgach” i ktoś będzie się musiał zdrowo tłumaczyć. Co z tego wyniknie nie wiem, czas pokaże. Ale wyobrażam sobie scenariusz, w którym albo śledztwo zostanie umorzone z braku wystarczających dowodów, albo sąd uzna, że prokuratura nie potrafi swoich zarzutów oprzeć na solidnym materiale i Piotra S. uniewinni. Oczywiście odszkodowanie, które niewinnie przetrzymywanemu w więzieniu człowiekowi należy się jak psu micha zapłacimy my wszyscy, podatnicy. Ale to już nikogo nie interesuje, w końcu Polska to zielona wyspa mogąca sobie pozwolić na drobne pomyłki...
Alexander Degrejt
