Pierwsza brudna Mona Lisa - FRANCUSKA

Najprawdopodobniej jest najbardziej znanym obrazem na świecie. Ma tę opinię jako najgłośniejsze dzieło najgenialniejszego autora  Z epoki uważanej za najbardziej przeciwstawioną średniowieczu, czczącej rozum, czyli renesansu. Konkretnie renesansu włoskiego, tworzonego we Florencji blisko okrągłej daty ok. 1500 r.  Miałam zwyczaj zadawać swoim studentom i uczniom pytanie, który obraz ich zdaniem jest najlepszy na świecie i często odpowiadali, że właśnie ten. Na pytanie czym się kierują w takim wyborze, czy rzeczywiście własną obserwacją, czy widzieli go i czy rzeczywiście to on zrobił na nich takie piorunujące wrażenie, najczęściej okazywało się, że nie widzieli go osobiście, albo tylko przez chwilę w muzeum Louvre i nie mogli się do niego dopchać. Zawsze otacza go zbity kordon cykających pamiątkowe zdjęcia japońskich i nie tylko japońskich turystów. Jest to zastanawiające, czym się kierujemy, wydając, zdawało by się nam, że nasze własne opinie.


Prawda jest taka, że przechodząc przez Wielką Galerię Luwru moglibyśmy, jeżeli odważnie postępowalibyśmy według czystej obserwacji, a nie kierując się narysowanymi na przewodnikach i ścianach strzałkami do najbardziej znanych dzieł, spokojnie ten obraz ominąć. Mógłby być uznany za mniej atrakcyjny od otaczających go. Jest to po prostu portret. Tajemniczy uśmiech? Trudno go dostrzec, z dystansu, zza kuloodpornej szyby. Wyróżnia go brudnawo zielonkawa tonacja, jakby był umieszczony w niedomytym akwarium. Z niesąsiadujących z nim obrazów już dawno zmyto stare werniksy a tego, z uwagi na wielką cenę, nikt nie miał odwagi oczyścić. Jest słuszna obawa, że razem z brudem zostałyby naruszone poprawki samego Leonarda, które zwykł on umieszczać pomiędzy przezroczystymi warstwami.   

 

Pierwsza „Druga Mona Lisa” - HISZPAŃSKA



Została odnaleziona w madryckim Muzeum Prado. Konserwatorzy wyciągnęli ją z magazynu malarstwa obcego i wymyli. Była najzwyczajniej w świecie brudna, ponadto posiadała na sobie warstwy późniejszych werniksów, czyli przezroczystych lakierów, jakie nakłada się na obraz. Werniksy  osłaniają od uszkodzeń i nadają połysk. Nieraz posiadacze kolekcji remontując posiadłości polecali coś lepszym, lub najczęściej gorszym, fachowcom zrobić z obrazami, żeby lepiej się prezentowały i dla tego stare obrazy najczęściej posiadają grubo nawarstwione werniksy. Ponadto w XIX wieku była moda na nadawanie obrazom „tonu galeryjnego” żeby wyglądały na starsze i pasowały do siebie tak samo zaciemnione, jak te barokowe ze starszymi, renesansowymi. Renesans z natury jest kolorowy, co  znamiennie zszokowało, jak odświeżono Kaplicę Sykstyńską. Tam są naprawdę eksperymentalne niezrozumiałe nigdy później, kolorowe, niegrzeczne, barwne kontrasty.


Późniejsze epoki ceniły renesans, ale usiłowały go po swojemu okiełznać. Na fali tego ugrzeczniania obrazowi, który z pewnością jest autorstwa Leonarda da Vinci – „Damie z gronostajem” ze zbiorów polskiego rodu Czartoryskich zamalowano tło na czarno. Dzisiaj używając wymyślnych technik możemy zobaczyć tam pejzaż, ale jak dotąd nikt nie odważył się zdjąć tego co go zakrywa. Cofanie takich naleciałości zawsze jest kontrowersyjne, ponieważ obraz z ciemnym tłem jest już czymś, co stało się rozpoznawalnym elementem kultury. Ze zdjętym tłem, byłby już nie tym samym.


Tzw. „Druga Mona Lisa” z Muzeum Prado nie był ikoną kultury, jak nasza „Dama”, zatem bez wahania zdjęto z niego późniejsze ciemne tło. Zdaniem badaczy, ten obraz nie jest jedynie późniejszą kopią wizerunku z Louvre, ale powstał mniej więcej w czasie co oryginał. Różnice polegają głównie na bardziej liniowym stylu malowania. Nie jest to próba niewolniczego naśladowania stylu Leonarda, ale widać, że artysta dodał coś od siebie. Taka sama jest kompozycja i ubiór postaci. Jest możliwe, że artysta wzorował się na jakimś, nieznanym nam dzisiaj etapie malowania dzieła przez Leonarda, który malował portret bardzo  długo, wożąc go ze sobą przez wiele lat. Więcej o obrazie z Prado:(Zob: http://www.theartnewspaper.com/articles/Earliest-copy-of-Mona-Lisa-found-in-Prado/25514). Leonardo miał wielu uczniów i naśladowców, niektórych nazwiska znamy. Możemy przypuszczać, że autorem może być Andrea Salai lub Francesca Melzi (por. http://www.magazynsztuki.pl/mona-lisa-ma-blizniaczke-hiszpanii).


Andrea Salai (1480-1524), naprawdę nazywał się Gian Giacomo Caprotti da Oreno. Jest bez wątpienia bardzo ciekawą postacią. Nagłośnienie odnalezienia jego obrazu, jakoś tam jest może być związane z poszukiwaniem sensacyjności i specyficznego „skrętu” jaki obiera współczesna kultura tropiąca wszelkie dawne przypuszczenia o homoseksualności znanych osób. Salai trafił do domu Leonarda jako dziesięcioletni chłopiec, do pomocy w pracowni, z zamiarem uczenia się malarstwa. Biograf artystów tej epoki Giorgio Vasari opisuje Salaiego jako "chłopca pełnego wdzięku i piękna młodości, z kręconymi włosami, którym Leonardo był bardzo zachwycony". Przypuszcza się, że Salai był modelem dla wielu obrazów Leonarda, niektórzy uważają, że także do Mona Lisy która w istocie ma być portretem męskim i dla tego Salai otrzymał ten obraz w spadku. W swoim testamencie Leonardo potraktował go jak rodzinę. Zapisał mu m.inn pół bardzo cennej winnicy i obraz Mona Lisa.  Salai był zdolnym, chociaż nie bardzo imponującym malarzem. Po jego twórczości widać, że środowisko Leonarda zabawiało się malowaniem tajemniczych portretów kobiet. Przykładem tej tendencji jest „Monna Vanna”, obraz bardzo podobny do Mona Lisy, na którym podobnie upozowana kobieta jest naga (por. http://en.wikipedia.org/wiki/File:Monna_Vanna.jpg).


Francesco Melzi (ok.1491 – ok.1570) to drugi kandydat na autora odnalezionego obrazu. Trafi do pracowni Leonarda później niż Salai. Jako chłopiec był towarzyszem podróży Leonarda Francji, a jako dorosły został sekretarzem i głównym asystentem Leonarda, przygotowującym jego pisma do publikacji. Vasari twierdzi, że Melzi  był "bardzo pięknym i bardzo lubianym młodym człowiekiem". Z rachunków widać, że we Francji otrzymywał czterokrotnie wyższe wynagrodzenie od Salaiego, chociaż trudno sprecyzować, czym w tak młodym wieku się zajmował. Malował obrazy, ale z mniejszym sukcesem niż Salai, był dziedzicem raczej dorobku intelektualnego, niż malarskiego Leonarda. 

 

Druga druga Mona Lisa – WALIJSKA


O „Drugiej Drugiem Mona Lisie” usłyszeliśmy kilka dni temu. Została pokazana opinii publicznej po wyciągnięciu jej z sejfu szwajcarskiego banku. Pokazano ją na specjalnej konferencji prasowej i ogłoszono jako coś „NEW”. To nie jest tak, jak mówią tabloidy, że jest to obraz zupełnie nieznany. BBC przypomniało, że jest to tzw. „Mona Lisa Walijska”, „Mona Lisa z Isleworth”.  Należał do jednej z sióstr, kolekcjonerek sztuki w Powys. Gwendoline i Margaret Davies były wnuczkami Davida Davies z Landinam, bogatego przemysłowca. Pod kierunkiem swoich doradców, siostry początkowo kupowały obrazy Turnera, później Moneta i Rodina. Do 1924 roku zgromadziły największą kolekcję francuskich impresjonistów i post-impresjonistów w Wielkiej Brytanii. Pozostawiły 260 dzieł Muzeum Narodowemu i Galerii Walii. Obraz podobny do Mona Lisy z Louvre zakupiły za radą krewnego Hugh w 1913 roku. Został on sprzedany w Londynie amerykańskiemu kolekcjonerowi, Henremu Pulitzerowi, który z kolei pozostawił go „swojej dziewczynie”. Po jej śmierci, został kupiony przez „szwajcarskie konsorcjum anonimowych osób”, które przez 40 lat trzymało go w skarbcu banku (Zob.  http://www.bbc.co.uk/news/entertainment-arts-19743875).


Debata nad autorstwem i okolicznościami powstania dzieła również nie jest nowa. Niektórzy twierdzą się, że została namalowana przez Leonardo Da Vinci około 20 lat przed słynnym portretem z Louvre. Powołana w celu badań fundacja z Zuricha, stara się udowodnić autentyczność i przedstawiła swoje wnioski podczas odsłonięcia obrazu w Genewie. Stanowisko obrony tworzone jest przez Roberta Meyricka, eksperta od historii kolekcji rodziny która kupiła obraz w 1913 r. Jego zdaniem wymieniane we wczesnym piśmiennictwie dotyczącym Leonarda zamiennie nazwy „Mona Lisa” i „La Gioconda”, nie oznaczają jednego płótna, lecz dwa różne. Jedno z nich jakoby odnalazło się dopiero teraz. Twierdzi on: "W przeciwieństwie do wersji Luwru, Mona Lisa z Isleworth odzwierciedla dokładniej tę z rysunku Raphaela wykonanego w pracowni Leonarda, niż ta która jest obecnie w Luwrze" Mona Lisa Walijska miała by być wcześniejsza, z 1503 roku, a Mona Lisa Francuska, miała by być jej kopią, zrobioną dla Giuliano Medici, patrona Leonarda jakieś 10 lat później. Alessandro Vezzosi, dyrektor „Museo Ideale Leonardo da Vinci” powiedział, że to co mówią przedstawiciele fundacji zasługuje na uwagę, a sam obraz na szacunek. Zachował jednak pewien dystans wobec tej niezbadanej jeszcze sensacji. http://www.bbc.co.uk/news/uk-wales-19742773.

 

Moim zdaniem


Pierwszy obraz, z Muzeum Prado namalował Andrea Salai. Jest to taka moja prosta refleksja po zapoznaniu się z jego twórczością, widzę, że jest to bardzo w jego stylu. Autorstwo Leonarda można by rozważać tylko w tym drugim przypadku, obrazu z Walii. Najbardziej przekonuje mnie  niefrasobliwe nieukończenie dzieła, zwłaszcza w partii drzew, zaznaczonych jedynie płaską plamą, na której miało być naniesione dużo więcej. To co BBC wymienia wśród argumentów stojących przeciwko autorstwu Leonarda, powołując się na Martina Kemp:  "Krajobraz pozbawiony jest atmosfery subtelności. Głowa, tak jak na wszystkich pozostałych kopiach, nie oddaje głębokości nieuchwytności oryginału.” moim zdaniem przemawia za autentycznością. Jeżeli założyć, że jest to obraz nieskończony, to zamazywanie konturów poprzez nanoszenie palcami tzw. „sfumato” czyli „mgiełki”, miało dopiero nastąpić przy ukończeniu. Jest to prawdopodobne, że nieukończone obrazy Leonardo da Vinci tak właśnie wyglądały. Miał on to do siebie, że bardziej interesował go sam twórczy proces, niż ukończenie i porzucenie nieskończonego dzieła, jest prawdopodobne. To nie był artysta który kończył, byle prędzej, byle sprzedać, bo malarstwo sztalugowe nie było źródłem jego utrzymania. Nie miał fabryczki obrazów jak np. Rubens, któremu zdarzało się podpisywać obrazy uczniów, skoro mu się podobały, a nawet tego pędzlem nie tknął. Gdyby to miała być komercyjna kopia, lub oszustwo, wyglądało by to inaczej, usiłowano by naśladować obraz ukończony, z jego „mgiełkami”. Oczywiście, wypowiadam się ostrożnie, czekając z zaciekawieniem na wyniki porównawczych badań laboratoryjnych.    

 

Maria Patynowska