- Teraz jesteśmy administracją, która chroni prawa kobiet, włączając ich prawa do zdrowia reprodukcyjnego - mówiła Clinton podczas posiedzenia członków Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów. "Zdrowie reprodukcyjne" lub "prawa reprodukcyjne" to w lewicowej nowomowie przede wszystkim zgoda na nieograniczoną i często finansowaną z publicznych pieniędzy aborcję. Sama Clinton nie ukrywała zresztą co ma na myśli, podkreślając w przemówieniu, że "zdrowie reprodukcyjne to także dostęp do aborcji".

Demokraci przyjęli projekt zdecydowaną większością głosów. Republikanie natomiast ostrzegają, że to część zakulisowej polityki administracji Baracka Obamy, która ma na świecie promować zabijanie dzieci. Zwłaszcza wybór takiej a nie innej osoby do szefowania urzędowi jest, zdaniem Republikanów, jednoznaczny. Ale Hillary Clinton całym sercem popiera swoją byłą współpracownicę.

- Kto nadaje się lepiej na to stanowisko, nowe stanowisko ambasadora "globalnych spraw kobiet", jak nie jedyna i tylko jedyna Melanne Verveer – mówiła Clinton. Według niej nominacja Verveer pozwala "upewnić się, że problemy kobiet i dziewcząt pozostają centralnym elementem amerykańskiej polityki zagranicznej".

Melanne Veerver – znana zwolenniczka aborcji – była szefową sztabu Hillary Clinton, gdy ta była jeszcze pierwszą damą. Wraz z byłą amerykańska ambasador przy ONZ Madeline Albright założyły wówczas grupę Vital Voices, niezwykle aktywną podczas konferencji ONZ w Pekinie w 1995 roku. Grupa forsowała prawo do aborcji jako jedno z podstawowych "praw kobiet". W dziesięć lat od pekińskiego spotkania senator Clinton uczestniczyła w spotkaniu Vital Voices, na którym nadal podkreślano potrzebę większej dbałości o "interesy kobiet". Wtedy to Clinton na listę priorytetów amerykańskiej polityki wciągnęła zwiększenie dostępności do aborcji w krajach Trzeciego Świata.

Republikanie i obrońcy życia pamiętają Veerver także z innego okresu - z czasów, gdy była wiceszefową skrajnie proaborcyjnej organizacji People for the American Way. To ona m.in. organizowała w 1987 roku kampanię na rzecz odrzucenia kandydatury konserwatysty Roberta Borka na sędziego Sądu Najwyższego.

- Obamie i pani Clinton nie wystarcza już proaborcyjna postawa demokratycznej administracji. Teraz starają się uczynić tzw. prawo do aborcji jednym z najwyższych priorytetów amerykańskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej - skomentował na swoim blogu dyrektor amerykańskiego Towarzystwa Ochrony Nienarodzonych Dzieci (SPUC) John Smeaton.

 

Obrońcy życia i republikańska opozycja ostrzegają: Obama jest u władzy od niecałych pięciu miesięcy, a już dał się poznać jako jeden z najbardziej proaborcyjnych prezydentów w historii USA. O palmę pierwszeństwa może zresztą rywalizować wyłącznie z jedną osobą: mężem Hillary Clinton i równie radykalnym proaborcjonistą Billem Clintonem, który rządził Ameryką w latach 1993-2001.

AJ/ND/LifeSiteNews

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »