Śmieszne i żałosne jest to, że osobniki, które do Kościoła katolickiego nie chodzą bardzo chętnie o nim piszą. I to z pianą na gębie. Tym razem tytułowy „Miś” w tygodniku „Polityka” raczy nas przemyśleniami o kazaniu abp. Leszka Głodzia podczas Pasterki, który powiedział że, "świat pełza w zaprzaństwie i samobójstwie duchowym" oraz że doświadczamy dzisiaj "potarganych więzów między obywatelami a państwem". "Język miłości i pokoju może przywrócić normalność" – dodał Arcybiskup.
Dla każdego zdrowo rozwiniętego umysłowo człowieka takie słowa są zrozumiałe, gdy analizuje się współczesną przestrzeń duchowo-psychiczną naszej codzienności. Ale dla innych, takich jak pan Tym stanowisko arcybiskupa staje się czymś potwornym i strasznym, nienormalnym. Pisze więc Tym o kazaniu: "Kościół w Polsce jest dziś w takiej samej sytuacji jak władza w PRL. Wtedy gospodarka leciała na zbity pysk, ale socjalizm zwyciężał na wszystkich frontach. Dziś ci, którzy już nie wiedzą, gdzie sobie jeszcze mogą wytatuować słowa o miłości bliźniego, dla dobra tego bliźniego zaglądają mu pod kołdrę..." Cóż za elokwencja i mądrość, chciałoby się rzec o słowach Stanisława.
Dalej: "Przypomniała mi się anegdota o Gomułce, który miał powiedzieć, że gdybyśmy mieli cienką blachę, produkowalibyśmy konserwy, ale nie mamy mięsa". Tym zauważa, że formalnie Kościół jest oddzielony od państwa, ale nie do tego stopnia by „"ci o płci niewłaściwej nie odczuli, że są obywatelami trzeciej kategorii odśnieżania".
Zrównanie Kościoła do władz PRLowskich to trik palikociarny, pełen uprzedzeń i po prostu niezrozumienia, które wynika z faktu bycia głupkiem. Stanisław Tym stał się głosem ludu pogańskiego, który ma jedno zadanie: na każdym kroku atakować katolicyzm. I tak trzeba rozumieć wszelkie głosy ludzi światłych i wyzwolonych, którzy z troską przypominają jaki ten kościół „bee”, zły i po prostu zafajdany. Życzę Tymowi i innym ubolewającym nad kazaniami pasterzy Kościoła katolickiego jednego: odwalcie się od Kościoła i będzie wszystko dobrze!
Sebastian
