To wszystko wydarzyło się bardzo spontanicznie. Wyszliśmy z mszy i chcieliśmy towarzyszyć prezesowi przy składaniu kwiatów przed Pałacem. Ale kordon policji nas nie puścił. I wtedy Joachim Brudziński zdecydował się na próbę przeskoczenia przez barierki i dotarcia do miejsca, gdzie składane są kwiaty. A kilkunastu posłów i posłanek poszło za jego przykładem. Przedarcie się przez podwójny kordon wcale nie było proste, ale – choć kilka osób było porządnie poturbowanych przez policjantów – udało się.

I nie ma co ukrywać, że warto było. Dzięki temu, że byliśmy po drugiej stronie, mogliśmy pomagać ludziom, układać znicze i kwiaty. Mam świadomość, że w ten sposób przeszkodziliśmy w realizacji planu ukrycia tych dowodów pamięci. Ale warto było, choć przez wiele godzin nie wychodziliśmy zza kordonu, obawiając się, że więcej nas za niego nie wpuszczą.

Sama policja jednak, już po przedarciu się przez kordon, zachowywała się bardzo poprawnie. To byli młodzi chłopcy, sami zażenowani sytuacją, w jakiej ich postawiono. Oni widzieli, że te tarcze, kaski, szyk bojowy niczemu nie służą, że do zapewnienia bezpieczeństwa wystarczyłoby ich ustawić w zwykłych mundurach. Widzieli więc, że wystawia się ich do pewnej gry. Ale byli na służbie.

Not. TPT

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »