Fronda.pl: 10 kwietnia w kościele Św. Rodziny w Pile dokonano aktu wandalizmu na obrazie „Jezu, Ufam Tobie”. Czy tego rodzaju sytuacje można traktować jako „owoce michnikowszczyzny”?

Poseł Stanisław Pięta, PiS: Poziom nienawiści, który obserwujemy w środowiskach lewackich, drwiny i ataki różnego rodzaju lewicowych portali na ludzi wierzących, wywołują właśnie tego rodzaju skutki. Państwo polskie musi zastanowić się, czy ta ochrona, którą dziś zapewnia obiektom kultu, kościołom i osobom wierzącym, jest wystarczająca. Zdarzały się przecież przypadki podpalenia kościoła, mieliśmy też przypadki zachowań ewidentnie łajdackich. Mam tu na myśli ludzi, którzy przychodzili na Krakowskie Przedmieście z pluszakami przybitymi do krzyża czy krzyżem skręconym z puszek po piwie. Pamiętamy, nie tak dawno miał miejsce akt zakłócenia mszy świętej, prowokacja zorganizowana przy udziale niemieckiej telewizji. Lewicowa aktywistka urządziła awanturę, przerwała nabożeństwo, w sposób zakłócający powagę miejsca, demonstracyjnie wyszła z Kościoła. Od drobnych incydentów aż po wandalizm- takie będą konsekwencje narastającego hejtu wobec ludzi wierzących i kapłanów. A to wszystko jest elementem pewnej narracji politycznej. To, co obserwowaliśmy wcześniej we Francji czy Hiszpanii zaczyna dziać się także u nas, pewne środowiska są pełne lewicowego hejtu, nawiązującego do tej haniebnej tradycji.

Niedawno Sejm przyjął uchwałę dotyczącą 100. rocznicy Objawień Fatimskich. Również i ta sytuacja spotkała się z bardzo niewybrednymi atakami. Nie tylko ze strony skrajnej, ateistycznej lewicy, ale również posłów opozycji, również tych podkreślających na każdym kroku, że są katolikami

Już przed 2015 rokiem ówczesne władze państwowe były zaangażowane w organizowanie prowokacji. Inaczej nie da się bowiem nazwać budowy tęczy na Placu Zbawiciela, przed Kościołem Najświętszego Zbawiciela. Miało to służyć oczywiście przeciwstawieniu idei rzekomego postępu Kościołowi Katolickiemu i ludziom wierzącym. Ta ohydna instalacja została rozmontowana, ale pamiętajmy, że uczestniczyły w tym zarówno władze państwowe, jak i samorządowe, w Warszawie. Dzisiaj te środowiska usiłują budować swój potencjał polityczny, atakując wszelkie odniesienia i gesty nawiązujące do tradycji i historii naszego chrześcijańskiego dziedzictwa.

W krajach Europy Zachodniej kościoły, nawet te zabytkowe, są burzone lub przekształcane w kawiarnie czy dyskoteki. Czy w Pana ocenie również i u nas może to kiedyś nastąpić?

Zależy to wyłącznie od nas samych. Od tego, jak chcemy kształtować nasze otoczenie, naszą edukację i czy uważamy za ważne dla naszego narodu dziedzictwo, fundament, na którym został on zbudowany. Jeżeli wystarczająco zadbamy o zachowanie tych wartości istotnych dla naszej kultury, to myślę, że nie ma tutaj żadnego zagrożenia. Jeżeli jednak zdecydujemy się odrzucić naszą tradycję, to podobne rzeczy mogą mieć miejsce i bez wątpienia doprowadzi to do sytuacji, gdy niewielka, aczkolwiek żarliwa grupa będzie zdolna narzucić większości społeczeństwa swój antychrześcijański radykalizm.

Europa boryka się również z kryzysem migracyjnym oraz kolejnymi zamachami terrorystycznymi. Część komentatorów twierdzi, że Francji już nie ma, podobny los grozi np. Niemcom, kraje te zostały niemal całkowicie zdominowane przez muzułmanów. Może fakt, że dla Polaków wciąż ważny jest Bóg, że nie odrzuciliśmy Go całkowicie, chroni nas przed podobną sytuacją, jak w „starej” UE?

Dla przyszłości Polski fundamentalną sprawą jest dochowanie wierności, zachowanie naszej duchowości, tożsamości. Daje nam to siłę i determinację do kształtowania naszego otoczenia społecznego w taki sposób, aby obce naszej kulturze geny nie uzyskały takiego znaczenia, by mogły spowodować destrukcję naszej kultury. Powinniśmy wyciągać wnioski z doświadczeń krajów, które postanowiły odciąć się od swoich chrześcijańskich korzeni. Trzeba, abyśmy o nasze duchowe dziedzictwo troszczyli się z taką determinacją, jak o rozwój gospodarczy. Są to wzajemnie ze sobą powiązane obowiązki dla przyszłych pokoleń.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.