„Ciepły człowiek” – tak przed laty o Aleksandrze Łukaszence wypowiedział się w czasie wizyty na Białorusi senator Stanisław Karczewski, co przy każdej okazji wypomina mu opozycja. Dziś marszałek odniósł się do tych słów szczerze przyznając, że się za nie wstydzi.

W czasie dzisiejszej debaty na temat odwołania marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego senator PO Adam Szejnfeld przypomniał słowa Stanisława Karczewskiego o Łukaszence.

- „To był rok 2016 - wtedy więźniów politycznych nie było, teraz są i sytuacja tam zmieniła się diametralnie”

- przypomniał senator Karczewski.

- „Trzeba było rozmawiać z Łukaszenką, żeby ta wizyta przyniosła efekty. Ta rozmowa pozwoliła na to, by wszystkie polskie dzieci we wszystkich polskich szkołach (na Białorusi - red.) mogły uczyć się od nowego roku w języku polskim. Uważam to za wielki sukces, nie mój, ale Senatu”

- dodał.

Zaznaczył też, że w przeciwieństwie do obecnych praktyk kierownictwa Senatu, wówczas uzgodnił swoją wizytę z resortem dyplomacji. Przyznał przy tym, że dziś wstydzi się słów dot. samego Łukaszenki.

- „Wstydzę się tego określania, bo ono mi dokucza i chodzi za mną. Niepotrzebnie powiedziałem ciepły człowiek. Jest to bandyta, zbrodniarz i uzurpator. Ja sobie zdaje z tego doskonale sprawę”

- podkreślił.

kak/Interia, polsatnews.pl