Tegoroczna defilada ma być największą w historii i mają w niej uczestniczyć przywódcy państw biorących udział w walce z faszyzmem.
Decyzja władz rosyjskiej stolicy została podjęta pod naciskiem komunistów, tymczasem obrońcy praw człowieka zapowiadają protesty.
- To obraża mnie i miliony ludzi w Rosji i nie dopuścimy do tego! Zaczynamy teraz zbiór podpisów i akcję protestu, zwrócimy się do władz federalnych i wykorzystamy wszelkie instrumenty - powiedział korespondentowi RMF FM jeden z założycieli Memoriału, stowarzyszenia badającego zbrodnie komunistyczne, Lew Ponomariow.
Wyraził on nadzieje, że demokratyczna opozycja zablokuje powrót Stalina i ma nadzieję na pomoc prezydenta Miedwiediewa. Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że na rocznicę zakończenia II wojny światowej do Moskwy wybierają się światowi przywódcy, być może także z Polski.
Pod koniec grudnia 2009 roku burzę wywołały słowa ks. Filipa Riabycha z Moskiewskiego Patriarchatu, który powiedział, że "Stalin spowodował cierpienia i nieszczęścia milionów. Dlaczego mamy to ukrywać i robić z niego bohatera? Próba przedstawiania tego okrutnego prześladowcy Kościoła jako dobroczyńcy i wierzącego chrześcijanina jest niebezpieczna i może spowodować tylko duchowe szkody".
Poparcie dla powyższego stanowiska wyraził patriarcha Cyryl, który stwierdził, że nie można usprawiedliwiać Stalina tylko z powodu zwycięstwa w II wojnie światowej. - Cudu zjednoczenia narodowego w zwycięstwie nad nad hitlerowcami nie można wyjaśnić działaniami partii, czy autorytetem Stalina – tłumaczył duchowy włodarz Rosji, wskazując na głównego bohatera - naród.
Była to jedna z pierwszych tak ostro sformułowanych deklaracji patriarchatu moskiewskiego w sprawie rozliczeń historycznych.
MaRo/Interia.pl
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




