Po ten film z pewnością nie sięgnęłabym, gdyby nie „rekomendacja” „Rzeczpospolitej”. Moją uwagę na portalu gazety przykuł tytył „Bejbis. Prostytucja w szlachetnym celu”W dziale tv.rp.pl o amerykańskim „dziełku” niedzielnie rozprawiała Monika Małkowska i Rafał Świątek.

 

Zastanawiałam się, co to za szlachetny cel może uświęcać prostytucję. Gadżety, błyskotki i świecidełka już były, a więc? Reżyser David Ross nie wymyśla nic, czego by jeszcze nie było – jego bohaterki prostytuują się, żeby zarobić na studia.

 

Kompletnie nie rozumiem pani Małkowskiej, która poruszany w filmie problem nazywa „młodzieżową prostytucją w szlachetnych celach”, a zbieranie na studia według niej „nie jest do końca naganne” . W rzeczy samej, nauka celem w samym sobie jest szlachetnym, ale cel nie uświęca środków. I tym bardziej nie ma co tworzyć choćby pozorów absurdalnego uświęcania prostytucji jakimś wzniosłym celem. Rafał Świątek jedyny zdaje się w tej polemice o filmie zachowywać zdrowy rozsądek. Jego zdaniem jest on „mało szlachetny i rozczarowujący”, bo w konsekwencji okazuje się, że ta prostytucja to niezły biznes.

 

I w gruncie rzeczy, po obejrzeniu „The Babysitters” trudno się z nim nie zgodzić. Reżyser unika moralizatorskiego tonu, ale w filmie nie ma nawet zająknięcia, że to, co robią bohaterki jest wstrętne, paskudne, obrzydliwe. Dziewczynom wiedzie się świetnie, pliki dolarów składanych pod łóżkiem pęcznieją, żyć nie umierać. Nawet jeśli chwilowo mają jakieś problemy, bo albo brakuje im dziewczyn do „pracy” a telefony od klientów się urywają, albo panienki kręcą interesy na boku, to i tak obronną ręką wychodzą z opresji.

 

Nie ma żadnego momentu opamiętania, żadnego tąpnięcia, po którym nastoletnie prostytutki kończą z profesją. Owszem, jest kilka „wahnięć nastrojów”, ale nic nie znaczących. Zaś sam film urywa się w momencie, kiedy główna bohaterka odkrywa, że jej własny ojciec także korzystał z rozkręconego przez nią burdel-interesu. I co? I właściwie nic, poza tym, że w ostatniej kwestii filmu stwierdza, że jej historia była „wyjątkowym szczegółem w zwyczajnym życiu”.

 

Z tym bezrefleksyjnym portret bohaterów „absolutnie” nie zgadza się pani Małkowska, zdaniem której główna bohaterka z nijakiej dziewczyny „bardzo ładnie się zmienia”. - Chyba w nastoletnią burdelmamę – odpowiada jej Świątek i świetnie punktuje ową „bardzo ładną zmianę”. I w rzeczy samej, najbardziej przerażającą sceną w „The Babysitters” nie są obsceniczne „momenty”, ale właśnie chwila, kiedy główna bohaterka, która w prostytucję wpuściła swoją najlepszą przyjaciółkę, z wyrachowaniem żąda od niej 20 proc. haraczu.

 

Małkowska żali się, że film pokazuje smutną prawdę o nastolatkach, od których wymaga się szybkiego dorastania i przedsiębiorczości, którą bohaterki realizuję w sposób, jakiego „oczywiście nie podzielamy” – dodaje. Wydaje mi się, że jednak nie w tym tkwi problem. Bo nie każda studentka, której nie stać na studia, sprzedaje się za kilkadziesiąt dolarów ociekającym potem tatusiom, których dziećmi w tzw. międzyczasie się opiekuje. Sęk raczej w tym, że te bohaterki naprawdę są bezrefleksyjne i nic, nawet widok własnego ojca gramolącego się z bagażnika samochodu ze spuszczonymi do kostek gaciami, nie jest w stanie potrząsnąć ich ograniczonym sumieniem...

 

Marta Brzezińska