Magdalena Środa nawet, gdy broni ateistów nie może odmówić sobie przyjemności obrażania teistów czy ludzi wierzących. I dlatego już na samym początku uznaje, że to oni są ostoją rozsądku w świecie szaleństwa. „Ot w szaleństwie, które toczy Polskę jest grupa racjonalistów, sceptyków i ludzi zachowujących (co najmniej) dystans do spraw dziwnych i niesprawdzonych” - przekonuje. Niestety filozof nie wyjaśnia, w jakiż to sposób za bardziej racjonalne uznaje się uznanie, że świat i człowiek powstali z absolutnego przypadku powstał, a teraz pędzą w kierunku absurdu i nicości, bez nadziei na jakikolwiek trwały sens, niż to, że świat powstał w jakimś celu, został stworzony przez Inteligentnego Twórcę i zmierza ku jakiemuś celowi. W najlepszym razie, jeśli zgodzić się na agnostycyzm poznawczy (ja się akurat nie zgadzam), są to tezy równie prawdopodobne. A zatem przyjęcie jednej z nich nie może kwalifikować to jednej lub drugiej grupy.
Dalej Magdalena Środa rozprawia się z nielubianymi księżmi i oznajmia, że wie lepiej, czego chce (nieistniejący według niej) Bóg. „Gdyby jeszcze w Polsce było mało kościołów i innych miejsc niezbędnych dla spełniania obrządków, tymczasem Polska kościołami stoi! Straszą one niemal w każdej miejscowości i dzielnicy, bo z reguły są szpetne a do tego gigantyczne. To nie pan Bóg ich potrzebuje w takiej ilości i jakości, tylko księża i nie są znakiem wiary czy porządku moralnego lecz - najczęściej - ambicji i pychy kleru (byle dom boży był większy, droższy, bardziej zasobny w wiernych tacowych)” - oznajmia. I znowu, jak poprzednio nie jest jasne, skąd Środa wie, czego chce Bóg (szczególnie, że On przecież według niej nie istnieje), skąd zna intencje duchownych i wreszcie jak odkryła, że większość kościołów jest szpetnych. Oczywiście takich trochę by się znalazło, ale nie jest to regułą, o czym mogłaby się Środa przekonać, gdyby tylko zechciała je odwiedzać.
„Europę zdominował pewien model racjonalności, dzięki któremu możliwy był rozwój cywilizacji technicznej. Lubimy tę racjonalność i tę cywilizację, nawet jeśli jesteśmy zwolennikami cudów, zbawienia i dziewictwa Maryi. Oczywiście to żadna sprzeczność. Można wierzyć w cuda, ale korzystać z komputera, a w przypadku choroby raczej udać się do lekarza niż na pielgrzymkę. Wiara wydaje mi się jednak czymś co ta cywilizacja nieuchronnie wypiera, co pozostaje w niej jako "naddatek". Trudno jednak przypisywać racjonalności i laickości funkcje ideologiczne. Tak jak trudno powiedzieć o kimś, kto nie wierzy w różowe smoki, że jest zwolennikiem ideologii niewiary w różowe smoki. Trudno też byłoby szerzyć taką niewiarę” - oznajmia dalej Środa. Ale i z tymi opiniami nie sposób się zgodzić, bo dowodzą one jedynie ignorancji profesory. Otóż racjonalność naszej cywilizacji powstała na długo przed tym, jak pojawili się w niej ateiści. Jest ona wręcz „dziełem” chrześcijaństwa, podobnie jak jest nim głęboki szacunek dla rozumu, jak i dla techniki. Negować to może tylko ktoś, kto zupełnie nie zna historii cywilizacji, albo uczył się jej na marksistowskich brykach.
W rozważaniach Środy widać także braki logiczne. „Nie ma żadnych dowodów na to, że osoby wierzące są lepsze w sensie moralnym niż ateiści. Laicki Zachód ma niższą przestępczość, ludzie są wobec siebie znacznie bardziej życzliwi niż katolicy w naszym kraju, społeczeństwa laickie są bardziej spójne i mają daleko wyższy kapitał społeczny, a więc i poziom zaufania. Nie znaczy to, że ateizm jest taki sprawczy, lecz raczej to, że jak nie ma Boga, to ludzie z większą troską traktują wzajemne relacje i chyba bardziej polegają na sobie. Nie wiem. Prawdą jest jednak, że więzienia w Polsce są przepełnione katolikami, oraz, że fakt "chodzenia" do kościoła jest często jednym - jakże złudnym!! - świadectwem moralności. Często porzucamy pracę nad kształtowaniem własnych postaw moralnych zostawiając ją księżom na niedzielę. A księża jacy są każdy widzi” - przekonuje ona. I pokazuje, że nie ma pojęcia o myśleniu. Nie da się bowiem porównywać moralnie różnych ludzi, bowiem każdy z nich startuje z innej pozycji. Porównanie moralności człowieka wierzącego z niewierzącym byłoby możliwe, gdybyśmy mogli zbadać tego samego człowieka, jako wierzącego i niewierzącego. A to jest zwyczajnie niemożliwe. Każde inne twierdzenie może być łatwo obalone, na przykład stwierdzeniem, że gdyby nie wiara, to bylibyśmy jeszcze gorsze. I niech Środa spróbuje takie stwierdzenie obalić.
Zabawnie brzmią też opowieści o tłumach pobożnych katolików zapełniających więzienia. Gdyby Magdalena Środa spędziła w takim więzieniu choć jeden dzień, to wiedziałaby, że większość z więźniów głębokiego katolicyzmu nie deklaruje, że jest tam masa zwolenników Janusza Palikota i jego kumpli od antyklerykalizmu, i że jeśli nawrócenie przychodzi to raczej w więzieniu, niż przed nim. Zamiast jednak poznawać czy myśleć Środa woli zajmować się judzeniem przeciwko katolikom i dzieleniem się opiniami z podręczników dla agitatorów bezbożnictwa z najlepszych stalinowskich czasów.

