Szpital uderza w położną, chorą kobietę z dwójką dzieci, karząc ją wymuszoną donacją w wysokości 50 tys. zł. na hospicjum dla dzieci za to, że na konferencji prasowej mówiła o aborcjach dokonywanych w szpitalu Pro-Familia w Rzeszowie.

Szpital zdaje się nie mieć żadnego problemu z czynieniem tak, aby jak najmniej takich dzieci w hospicjach było. Pomijam już ewidentny fakt, że dla lekarza (czy menadżera), który pracuje w szpitalu, gdzie zainwestowane miliony aż rzucają się w oczy (np. karetka zrobiona za zamówienie), suma 50 tys. nie wydaje się aż taka przerażająca jak dla położnej na zwolnieniu lekarskim. Dlaczego szpital chce zrujnować życie chorej kobiety, której praca w tej właśnie placówce zrujnowała zdrowie?

Publiczne miliony dla prywatnej kliniki

Za zniszczenie zdrowia kobiety odpowiedzialności wziąć nie chce. Nie chce też jej wziąć za własne decyzje. Za to, że aborcje w tym prywatnym szpitalu przeprowadza się za publiczne pieniądze odpowiadają władze szpitala. Za skuszenie się na inne kontrakty (nie tylko w ramach NFZ, ale także funduszy unijnych) również odpowiadają jego menadżerowie. Ze strony Podkarpackiego NFZ wynika, że na rok 2014 kontrakty z NFZ opiewają na ponad 26 mln zł1,

Oznacza to, że szpital w trakcie lat funkcjonowania wziął dziesiątki milionów złotych od podatników. Można by rzec, sprytni menadżerowie rzucili się na państwowe pieniądze, interes się rozkręcił, a teraz taka klapa, pojawił się negatywny PR. Winę za „najgorszą decyzję biznesową”- przeprowadzanie aborcji w takim pro-liferskim rejonie, trzeba zwalić na położną. Czy była ona jednak źle wykalkulowana czy miała być celową prowokacją? Bez znaczenia jaka była prawda, podatnicy mają prawo wiedzieć, na co idą ich pieniądze. Kobiety w ciąży mają prawo wiedzieć, że w salach, gdzie będą mogły przebywać, uśmiercano nienarodzone dzieci. Nota bene ciekawe, czy szpital ma wewnętrzne regulacje na wypadek sytuacji, kiedy dziecko urodzi się żywe w aborcji?

Informacje, gdzie dokonuje się aborcji są jawne

Jeśli szpital poniesie straty z powodu ujawnienia faktu zabijania w nim nienarodzonych dzieci, niech nie szuka kozła ofiarnego w położnej Agacie. Oczywiście informacje, gdzie dokonuje się aborcji nie są tajne. Ujawniają je dyrektorzy poszczególnych szpitali. Ba, ujawnia je sam NFZ, bez znaczenia czy szpital jest publiczny czy prywatny, ważne, że działa na kontraktach za publiczne pieniądze2. Dyrektor szpitala Pro-Familia czuje się jednak zaskoczony, że informacje o aborcjach trafiły do opinii publicznej. Jak twierdzi- nic nie wiedział o sprzeciwie położnej. A co ma powiedzieć o „zaskoczeniu” położna? Jej szok i jej trauma się nie liczą?

Nie żyjemy w Północnej Korei...

Poza tym, każda informacja o aborcjach przeprowadzanych w danym szpitalu, nawet szeptana, rozeszłaby się po Polsce z szybkością światła. Pretensje o to, że odbyła się konferencja prasowa są więc śmieszne. Żyjemy przecież w XXI w. – wieku internetu. Szpitalowi przeszkadzają jednak również pikiety obrońców życia. No cóż, nie mieszkamy w Północnej Korei, gdzie aborcja jest dozwolona po 20 tyg. bez żadnych ograniczeń, i gdzie zapewne nikt w tej prawie nie ośmiela się pikietować (i z dostępem do internetu nie jest najlepiej). Polska jest jednym z krajów najbardziej szanujących życie nienarodzonych. Wg CBOS (2013 r.) 75% Polaków uważa, że aborcja jest zła i nigdy nie może być usprawiedliwiona. Samo Podkarpacie jest przecież arcykatolickie- z największą liczbą praktykujących katolików w Polsce. Czyżby aborter ze szpitala Pro-Familia o tym nie wiedział?

Co w Polsce jest dozwolone...

Tłumaczenie, że nie wolno negatywnie oceniać danej placówki, bo to co się w niej robi jest legalne, również jest chybione. W Polsce można embriony wylewać do kanalizacji, abortowane płody oddawać na badania, tworzyć zarodki ludzko-zwierzęce, klonować człowieka. A przynajmniej nie jest to zabronione. Czy to znaczy, że to wszystko jest moralnie usprawiedliwione? Jeśli mówienie, że w prywatnym szpitalu zabija się nienarodzone dzieci miałoby być zakazane, podobnie zakazane powinno być krytykowanie firm farmaceutycznych za to, że produkują środki, które mogą uśmiercać dzieci poczęte, a nawet doprowadzić do śmierci kobiety. Czy menadżerowie z Pro-Familii naprawdę domagają się takiego prawa?

Tak, niestety zabijanie nienarodzonych w pewnych sytuacjach jest jeszcze w Polsce dopuszczalne na mocy starej ustawy (aborcja pozostaje jednak nielegalna). Żaden akt prawny nie mówi jednak, że nie wolno aborcji nazywać zabijaniem. Żadna ustawa nie zabrania ludziom moralnej oceny aborcji. A położne mają również prawo w niej nie uczestniczyć.

Położna ma prawo wiedzieć

A w ogóle jaka inna „medyczna procedura” bardziej uprawnia je do sprzeciwu (zwłaszcza publicznego) oraz bycia uprzedzoną, że miałaby w niej brać udział? Władze szpitala wiedzą, że ani położne ani pielęgniarki nie powinny brać udziału w aborcjach, bo.... nie były do tego szkolone. Ale to mały problem, to położne powinny być z góry informowane (najlepiej na piśmie) o tym, że aborcje w danym szpitalu mają miejsce (Art.13. ustawy zawodach pielęgniarki i położnej). Agaty Rejman nikt o tym nie uprzedził. Za to ona zgłosiła lekarzowi sprzeciw. Jednak oczekiwanie, że to położna w szoku zacznie natychmiast redagować pismo do przełożonego, wyjaśniające dlaczego nie może już brać udziału w aborcjach jest nieludzkie.

Być może szpital Pro-Familia mógł być najlepszą i najnowocześniejszą placówką do rodzenia w Polsce. Jednak swoje szanse przekreślił sam, kiedy celowo zakończył życie pierwszego nienarodzonego dziecka. Część jego personelu medycznego ma na takie działania liczne eufemizmy. Normalni ludzie wiedzą, że chodzi o uśmiercenie czyli zabicie niewinnego człowieka w fazie prenatalnej. W XXI w. ludzie widzą, jak wygląda dziecko nienarodzone. I wiedzą, że to człowiek.

Kolejne pozwy?

Zaatakowanie położnej to poważny błąd władz szpitala, który przy okazji „ujawnił monetarne myślenie”. A miał szansę winy odkupić i wycofać się z uśmiercania nienarodzonych dzieci (o to chodziło położnym). Jeśli znajdzie się więcej poszkodowanych pielęgniarek i położnych gotowych zeznawać, może przyjdzie mu zmierzyć się z kolejnymi pozwami wobec pracodawcy (albo osobie prywatnej). Media na pewno będą sprawą jeszcze bardziej zainteresowane. Zawarcie ugody stanie się dużo bardziej skomplikowane. A na końcu zobaczymy, kto komu zapłaci po 50 tys. Może każda z pracownic je dostanie, a nie tylko hospicjum?

Natalia Dueholm

Ustawa o zawodach pielęgniarki i położnej z 2011 r. mówi:

Art. 13. Pielęgniarka i położna mają prawo wglądu do dokumentacji medycznej pacjenta oraz do uzyskania od lekarza pełnej informacji o stanie zdrowia pacjenta, rozpoznaniu, proponowanych metodach diagnostycznych, leczniczych, rehabilitacyjnych, zapobiegawczych i dających się przewidzieć następstwach podejmowanych działań, w zakresie niezbędnym do udzielanych przez siebie świadczeń zdrowotnych.

Art. 12. 1. Pielęgniarka i położna są obowiązane, zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami zawodowymi, do udzielenia pomocy w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować stan nagłego zagrożenia zdrowotnego.

2. Pielęgniarka i położna mogą odmówić wykonania zlecenia lekarskiego oraz wykonania innego świadczenia zdrowotnego niezgodnego z ich sumieniem lub z zakresem posiadanych kwalifikacji, podając niezwłocznie [a nie uprzednio- przyp. ND] przyczynę odmowy na piśmie przełożonemu lub osobie zlecającej, chyba że zachodzą okoliczności, o których mowa w ust. 1.