Dżugaszwili pozwał redakcję "Nowej" oraz autora tekstu, Anatolija Jabłokowa – byłego prokuratora wojskowego, który prowadził w latach 1990 – 1994 śledztwo katyńskie. Zdaniem człowieka, który podaje się za wnuka Stalina, informacje o zbrodniach jego rzekomego dziadka są kłamstwem.
Wczoraj w Moskwie odbyła się pierwsza rozprawa, która zakończyła się po kilkunastu minutach. Na prośbę adwokata pozwanych Genri Rieznika proces odroczono do 8 października. Sędzia Aleksandra Łopatkina odrzuciła wnioski autora tekstu o dołączenie do procesu akt śledztwa katyńskiego. Uznała je za "przedwczesne", gdyż nie zaczęto jeszcze rozpatrywać meritum sprawy.
- Notatka Berii z 5 marca 1940 roku z nakazem rozstrzelania polskich oficerów, rzekomo podpisana przez Stalina, jest ewidentną podróbką – twierdzi jego adwokat, Leonid Żura. Innego zdania jest Jabłokow. Twierdzi on, iż dokumenty te są prawdziwe. Z kolei historyk organizacji Memoriał, która także występuje w sprawie jako strona, Nikita Pietrow, cieszy się z tego procesu. - W latach 90. ujawniano prawdę o zbrodniach stalinowskich, ale nie było procesu. To bardzo ważne, by sąd, chociażby rejonowy, uznał go za zbrodniarza. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy władze omijają ciemne strony reżimu – uważa.
sks/Rzeczpospolita
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

