Pogrzeb opisała "Gazeta Lubuska":


Godz. 10.00 - Właśnie rozpoczyna się pogrzeb 23-latka. Z kaplicy wychodzą żałobnicy. Na cmentarzu zgromadziło się wiele osób, w tym politycy, urzędnicy, kibice z szalikami i oczywiście zrozpaczona rodzina zmarłego. Na skrzyżowaniach wokół cmentarza przy Wrocławskiej stoją radiowozy policyjne przygotowane. Wbrew oczekiwaniom na cmentarzu nie ma tłumów. Uroczystość przebiega bez zakłoceń.



Godz. 10.30 - Uroczystości pogrzebowe nad grobem Krzysztofa SZ. powoli dobiegają końca. Ksiądz dziękował wszystkim zebranym za to, że pamięć o zmarłym postanowili uczcić właśnie w taki sposób. Dziękował im za obecność i za modlitwę. Trumna z ciałem mężczyzny składana jest właśnie do grobu.



Godz. 10.50 - Pogrzeb już się zakończył. Przy grobie pozostała tylko garstka żałobników. Wszyscy w ciszy i spokoju wracają do swoich domów. Na parkingu przy cmentarzu stoją samochody z rejestracjami Gorzowa, Leszna, Torunia i Bydgoszczy. To kibice innych drużyn żużlowych. Ale dziś sympatia i przynależność klubowa nie miały znaczenia. Wszystkich połączył żal, smutek i zaduma.



Wczoraj policja apelowała: - Uszanujmy śmierć tego młodego człowieka. Aby rodzina i najbliżsi w spokoju pożegnali się - nawoływał rzecznik komendy wojewódzkiej w Gorzowie Sławomir Konieczny. - Wierzę, że uroczystość da szansę wszystkim do chwili zadumy. Bo każda śmierć to wielki dramat. Uszanujmy to. Policja przygotowywała się do ewentualnych wypadków zakłócenia porządku. - To naturalne, że musimy być przygotowani na taką ewentualność - zapewnia Konieczny. - Funkcjonariusze nie wezmą bezpośredniego udziału w uroczystości, ale będą czuwali.

 

Wczoraj byliśmy w okolicy osiedla Słowackiego, gdzie się wychował zmarły Krzysztof. Przeszliśmy się ulicą, przy której kiedyś mieszkał. Około południa trudno było zastać kogoś w domu. Większość mieszkańców była jeszcze w pracy, inni zajmowali się swoimi sprawami. - Znaliście go? - zapytaliśmy przypadkowo napotkanych mężczyzn. - Słabo, ale wiemy, co się stało - odpowiadają. Wszyscy wiedzą. W końcu ta tragedia dotknęła ich sąsiadów. I choć mijają ich codziennie, trudno znaleźć słowa pociechy. Znali Krzysztofa i znają jego rodzinę. Nie chcą jednak mówić o zmarłym. Na to jeszcze za wcześnie.



W byłych szkołach również nie dowiedzieliśmy się wiele. Nauczyciele 23-latka albo przeszli na emeryturę, albo wolą milczeć. Jednak niektórzy czują potrzebę podzielenia się wspomnieniami. Wczoraj odwiedziła nas koleżanka Krzysztofa. - Jeszcze w sobotę spotkałam się z nim - mówiła ze łzami w oczach. - Opowiadał, że ma syna, który jest dla niego całym światem. Mieliśmy zobaczyć się po meczu i fecie, ale nie mogłam go znaleźć wśród tego tłumu. Poszłam razem z ludźmi w dół, w kierunku miasta. I nagle zobaczyłam, że jakiś chłopak leży na drodze. Widziałam krew, która spływała ulicą i roztrzaskaną głowę. Odwróconą ode mnie. Kiedy przykryto go workiem, tłum zaczął krzyczeć: "Mordercy!”. Zaczęło się zamieszanie. Poleciały kamienie, butelki. To, co się tam działo, było straszne. Do domu wróciłam roztrzęsiona. Kiedy włączyłam telewizor i usłyszałam, że ten człowiek to 23-letni ojciec 5-letniego dziecka, połączyłam fakty. Od tamtej pory całe dnie płaczę. Wciąż mam nadzieję, że to wszystko to jakaś straszna pomyłka

 

Zdjęcia z pogrzebu

 

JW/GazetaLubuska.pl