Koncepcja sprawiedliwości w handlu forsowana przez przedstawicieli ruchu Fair Trade (pol. Sprawiedliwy Handel) sprowadza się do konkluzji, że w globalnej wymianie gospodarczej należy wprowadzić nowe standardy, gdzie decyzje o tym, jak powinien wyglądać łańcuch produkcyjno-dystrybucyjny, nie będą motywowane chłodną kalkulacją stosunku ceny do jakości, lecz normami wyższymi, takimi jak „sprawiedliwe” wynagrodzenie za pracę czy miłosierdzie wobec biednych producentów.

Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to jedyne rozumienie pojęcia sprawiedliwości w handlu. W ujęciu klasycznym pojmowana jest ona jako nieskrępowana gra rynkowa, gdzie sprawiedliwą ceną jest ta, na którą dobrowolnie zgadzają się obie strony transakcji. Na przeciwnym biegunie mamy odniesienie do sprawiedliwości społecznej, gdzie miejsce sprawiedliwej wolności transakcji zajmuje postulat „wyceny” sprawiedliwości przez kolektyw powołujący arbitra (np. rząd), który poprzez swoją interwencję jest w stanie modelować stosunki gospodarcze. To właśnie ta druga koncepcja tkwi u fundamentów systemu certyfikowania Fair Trade, w ramach którego wybrani producenci otrzymują wyższą od rynkowej, „sprawiedliwą cenę” za swój towar, natomiast konsumenci tych dóbr nabywają przekonania o szlachetności swoich wyborów. Na dzień dzisiejszy, pomimo daleko szerszych ambicji, jest to program w zasadzie dobrowolny. Stąd może się nasuwać pytanie, czy istnieje konflikt pomiędzy obiema wizjami sprawiedliwości w handlu, czy też mogą one zgodnie koegzystować w ramach jednego systemu? Zasadniczo, obie wizje mogą współistnieć, jednakże ideologiczna nadbudowa, a także plany rozciągnięcia elementów „sprawiedliwego handlu” na poziom regulacji prawnych, skłaniają mnie do podzielenia się kilkoma uwagami.

Niesprawiedliwość niskich cen

Argumentem, który możemy często usłyszeć od zwolenników nowego ładu gospodarczego jest ten, że konsumenci nabywający tanie produkty są niejako winni złej sytuacji bytowej ludzi zamieszkujących biedne kraje, w których towary te zostały wyprodukowane. Stawia się tezę, że jedynie „odpowiedzialne” zakupy (produktów z logo Fair Trade) mogą odmienić życie biednych producentów. Stawianie konsumentów pod tego rodzaju presją tworzy mechanizm wypierania wyboru racjonalnego na rzecz emocjonalnego, czego skutkiem ubocznym jest wspieranie często rozwiązań oderwanych od ekonomicznej kalkulacji, a przez to nieefektywnych. Wywieranie presji nie ma często także podstaw w rzeczywistości. W istocie zakup produktu wytworzonego w fabryce o niskich standardach pracowniczych może jedynie pomóc pracującym tam ludziom. Skuteczny bojkot produkowanych przez nich towarów prowadzi wprost do likwidacji miejsc pracy, co oznacza wpędzenie ich w jeszcze większą niedolę. Problem złych warunków pracy oczywiście istnieje i należy na niego zwracać uwagę (np. w mediach), lecz akcja nie kupowania produktów z naklejką „Made in China” jest w istocie największym ciosem w przeciętnych Chińczyków.

Należy zadać sobie także powracające jak bumerang (bo podejmowane już przez św. Tomasza z Akwinu) pytanie o sprawiedliwą cenę. Czy państwowy lub korporacyjny arbiter wie lepiej niż rynek, ile powinien kosztować kilogram kawy? Możliwość ręcznego sterowania cenami brzmi dla wielu kusząco, lecz wprowadza całą serię problemów i konsekwencji.

Niezamierzone konsekwencje

Podstawowym problemem w systemie certyfikowania „Fair Trade” jest jego zorientowanie na ochronę producentów przed spadkiem cen na wolnym rynku poprzez ustalenie sztywnej kwoty minimalnej, mającej zagwarantować godne warunki pracy. Mechanizm ten polega na tym, że organizacja certyfikująca wybranych producentów (zorganizowanych w spółdzielnie) płaci im sztywną kwotę (obecnie na poziomie $1,25) za funt wyprodukowanej kawy, natomiast jeśli cena rynkowa jest wyższa, wtedy producenci otrzymują specjalną premię w wysokości $0,10 za każdy funt[1]. Nie trzeba być ekonomistą, by wiedzieć, że kontrola cen nie wiedzie do niczego dobrego. W poświęconym temu problemowi artykule w „The Economist” czytamy, że system minimalnej ceny skupu wysyła fałszywe (sztuczne) sygnały na rynek, co skutkuje nadmiernie wysoką podażą kawy Fair Trade, a przez to zniechęca rolników do stosowania innych upraw[2]. O tendencji do nadprodukcji jako immanentnej właściwości systemu kontroli cen wspomina także ekonomista Tyler Cowen z Georgie Mason University, pytając: „Co dzieje się, jeśli następuje korekta w światowej podaży bądź popycie, podczas gdy ceny w jednym z segmentów rynku są sztywno ustalone? Ceny w innych segmentach muszą spaść bardziej – inni na tym cierpią.”[3]

Innym istotnym problemem, związanym z funkcjonowaniem sztywnej ceny skupu, jest kwestia zarządzania. Producenci kawy Fair Trade skupieni są w spółdzielniach produkcyjnych, których motywem powstania było wyeliminowanie kosztów pośrednictwa pomiędzy producentami a konsumentami. Rzeczywistość jest jednak bardziej brutalna i – jak zauważa Jeremy Weber na łamach „CATO Journal” – koszty sortowania, przetwarzania, oraz te związane z eksportem, generują sumy tak wysokie, że niejednokrotnie konsumują one znaczną część Fair Trade’owej nadwyżki[4]. Kwestia jakości kawy pochodzącej ze „sprawiedliwego handlu” jest tematem dyskusyjnym, jednakże oprócz głosów pozytywnych pojawiają się również krytyczne, jak choćby ten przytoczony w raporcie Mercatus Center. Jego autorka opisuje efekt „pasażera na gapę”, jaki zachodzi w spółdzielniach produkcyjnych w Kostaryce[5]. Spółdzielnia skupia wielu producentów, jednak część z nich (owi gapowicze) oddaje tam kawę gorszej jakości, zaś zbiory jakościowo lepsze sprzedaje na wolnym rynku. W ten sposób konsument, płacąc znacznie wyższą cenę za kawę ze „sprawiedliwego handlu”, w efekcie dostaje produkt gorszej jakości. Nie jest to jednak największy problem związany z moralnością sprzedaży droższych produktów pod płaszczykiem pomocy biednym. Brytyjski Instytut im. Adama Smitha szacuje, że jedynie około 10% specjalnej premii trafia do producentów, resztą zaś dzielą się pośrednicy[6]. Wobec takiego obrotu rzeczy należy zastanowić się, czy system „sprawiedliwego handlu” rzeczywiście spełnia obietnice promowania przedsiębiorczości i pomocy najuboższym.

Sprawiedliwy, wolny handel

Twórcy systemu „sprawiedliwego handlu” to ludzie o dobrych intencjach. Motywacją ich działania jest niezgoda na złe warunki pracy i bardzo niskie płace w krajach Trzeciego Świata. Jednakże, jak to często bywa, diabeł tkwi w szczegółach. W wielu przypadkach fatalna sytuacja na plantacjach bierze się nie z praktykowania wolnego handlu, lecz ściśle nierynkowych układów wielkich korporacji z łapczywymi rządami socjalistycznych dyktatorów. W tych krajach nie ma wolnej przedsiębiorczości, a ludzie zamiast w firmach pracują w obozach pracy. Dla takich rozwiązań oczywiście musi istnieć alternatywa i system wspierania drobnych rolników bez wątpienia może spełniać tę rolę. Należy jednakże pamiętać o zdrowych fundamentach dla takiego systemu, aby mógł on stać się realną konkurencją wobec wielkich gigantów korporacyjno-rządowych. Zamiast na kontroli cen należy skupić się na podnoszeniu jakości, co zresztą jest już przez innych (np. Allegro Coffee) praktykowane – i przynosi wymierne sukcesy.

Również Fair Trade może być bardzo pożyteczną inicjatywą, jeżeli porzuci irracjonalny sprzeciw wobec mechanizmów Free Trade. Nadzieją na cywilizacyjny rozwój dla ubogich krajów jest więcej wolności w obrocie gospodarczym, likwidacja ceł importowych, czy porzucenie Wspólnej Polityki Rolnej, która odgradza płody rolne ubogiego Południa od dostatniego europejskiego konsumenta. Najbardziej sprawiedliwym jest bowiem wolny handel, gdzie rząd nie spiskuje z wielkim biznesem w celu eliminacji maluczkich, a otwarty rynek pozwala budować dobrobyt dostępny dla każdego.

Jacek Spendel

Autor jest pracownikiem Instytutu Globalizacji, byłym prezesem Stowarzyszenia KoLiber

[1] Dane pochodzą ze strony internetowej organizacji TransFair USA, źródło: http://www.transfairusa.org/content/resources/faq-advanced.php#minimum

[2] Voting with Your Trolley, „The Economist”, December 7, 2006, źródło: http://www.dogsoverlava.com/images-for-web/ECONOMIST.pdf

[3] Tyler Cowen, Who benefits from Fair Trade?, Marginal revolution website, źródło: http://www.marginalrevolution.com/marginalrevolution/2005/12/who_benefits_fr.html

[4] Jeremy Weber, „Fair Trade Coffee Enthusiasts Should Confront Reality”, Cato Journal vol. 27, s. 111.

[5] Colleen Berndt, „Is Fair Trade in coffee production fair and useful?”, Mercatus Policy Series, Mercatus Center, George Mason University, June 2007, s.18.

[6] M.Sidwell, Unfair trade, Adam Smith Institute, London 2008, s. 11.

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »