- Czy mogę z moim chłopakiem mieszkać przed ślubem? - pyta mnie już kolejna młoda dziewczyna. - Chodzi oczywiście o mieszkanie bez seksu - zapewnia.
Dlaczego w ogóle zadaje to pytanie? Twierdzi, że "nie ufa własnemu sumieniu". Dlatego pyta. Jak powinna brzmieć moja odpowiedź jako księdza?
- Nie możesz, bo to zgorszenie dla ludzi, którzy nie wiedzą, że ze sobą nie współżyjecie i myślą sobie "Bóg wie co". Lepiej uwiązać sobie kamień u szyi i rzucić się w morze (mieszka nad morzem) niż być zgorszeniem dla maluczkich w wierze.
Mógłbym też odpowiedzieć zupełnie inaczej. - Dzisiaj ludzie już się tym nie gorszą. Będziecie raczej zbudowaniem dla bliskich i kolegów, którym powiecie, że czekacie z seksem do ślubu.
Pierwsza odpowiedź wydaje mi się pójściem na kompromis z plotkarzami i oszczercami. Dobra opinia niekoniecznie jest wartością. Pan Jezus też jej nie miał. Stał się zgorszeniem dla najbardziej pobożnych (por. 1 Kor 1,23). Natomiast druga odpowiedź jest wystawianiem na pokuszenie chłopaka, który ze swoimi "napięciami" będzie musiał sobie jakoś radzić.
- Co odpowiedziałby na to św. Paweł? Czy spotkał się z taką sytuacją w pierwszych gminach chrześcijańskich? W Pierwszym Liście do Koryntian znajdujemy zagadkowy tekst na ten temat: "Lecz jeśli ktoś, bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu zachować nietkniętą swoją dziewicę, dobrze czyni. Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia" (1 Kor 7,37-38). (...)
Całość: www.deon.pl

