- Jeden z problemów wynikających z ustawy refundacyjnej jest taki, że lekarz zanim wypisze receptę musi sprawdzić czy pacjent jest ubezpieczony. W związku z tym, że przez 10 lat nie uznano ustawowego obowiązku nie rozdano ubezpieczonym dokumentu ubezpieczenia. Problem polega, że za wystawienie recepty nieubezpieczonemu lekarz będzie ponosił karę.

 

Na Śląsku sytuacja jest o tyle łatwiejsza, że pacjenci mają legitymację w formie karty chipowej i z ustaleniem ubezpieczenia nie ma najmniejszego problemu. Dostają ją już dzieci po dwóch tygodniach życia.

 

Dlaczego tych kart nie ma w całej Polsce? Nam się udało bo w 2001 r. w Śląskiej Kasie Chorych zadziałaliśmy tak szybko, że nim się centrala zorientowała już karty weszły w obieg. Udało się to w ciągu roku przy protestach i bojkotach. Czemu kart nie ma w powszechnym użyciu? Niestety, niektóre środowiska nie są ich wejściem w życie zainteresowane. Przetargi, korupcja... porządek z lekami dla niektórych nie jest dobry.

 

Karta miała mieć też inne znaczenia. Miała np. zlikwidować papierowe recepty, leki miały być zapisywane elektronicznie na karatach. Miała być również ułatwieniem dla osób przewlekle chorych, lub słabo się poruszających. Kartą można by było poprzez czytnik komputerowy łączyć się z apteką, z której kurier dostarczałby choremu lek. W ten uruchomiłby się nowy rodzaj usługi jak dostarczanie leków z apteki. To wszystko jest możliwe.

 

Tymczasem władza robi pilotaże, projekty, opracowania, wdrożenia, drogie opinie i ciągle jest bałagan - dodaje Sośnierz.

 

Not. Jarosław Wróblewski