Tego dnia, ku rozwścieczeniu Rosjan, pod Zamkiem zgromadziły się tłumy. Król mówił o dwustu Warszawianach, inni o dwunastu tysiącach. Przerażony poseł rosyjski donosił, że może być ich nawet dwadzieścia pięć tysięcy i to uzbrojonych. Tego dnia Warszawa miała swoje święto. Miasto huczało od rozmów, dywagacji i spekulacji.

Jak mówił Mniszech, marszałek wielki koronny, „Są dnie święte narodów, dnie ściślejszego przymierza”. W słowach marszałka zawarta jest pewna koncepcja polityczności, której nie znały rządy absolutystyczne, a która funkcjonować może tylko w kulturach republikańskich. Zgodnie z nią, polityka jest świętem narodu.

Święto jest wyłomem, przerwą w uciążliwej codzienności. Święto jest dniem osobnym, wydzielonym na własne tematy. W dniu świątecznym w Polsce mówi się o polityce.

Pod Zamkiem zgromadziły się tłumy. Jak wielkie – dokładnie nie wiemy. Wystarczyło jednak by król z posłami mogli czuć ich wsparcie, a „Gazeta narodowa i obca” mogła napisać, że „Po długim oczekiwaniu ujrzał naocznie naród pożądaną ustawę całkowitego rządu”. Naród bowiem – ten naród wolny i przekonany o tym, że to on stanowi państwo – musiał w święcie uczestniczyć osobiście, musiał, jak trafnie napisano w gazecie, przekonać się naocznie. Polityka republikańska potrzebuje bowiem tej naoczności, uczestnictwa i poczucia wpływu.

Cały naród? Oczywiście, że nie. Poseł Jan Suchorzewski, zbulwersowany tym przyjściem Warszawy pod mury zamkowe, krzyczał z pianą na ustach, że oto „uknowana jest rewolucja”, że „chciano mieszczan opierających się temu projektowi oburzyć”.

Biedny Suchorzewski byłby jeszcze biedniejszy i jeszcze bardziej wzburzony, gdyby wiedział, co nastąpiło dalej.

Zadziwiające jest to świąteczne upodmiotowienie tłumu pod Zamkiem, jego przekonanie, że uczestniczy w niezwykłym święcie, w dniu, w którym przełamywana jest niemoc. Tak jakby w tym dniu świątecznym państwo podziemne wyszło na powierzchnię i dało znać o swoim istnieniu. W imieniu tego podziemnego państwa przemawiali tego dnia posłowie.

Mówi się, że Polacy są narodem antypaństwowym, że nie potrafią tworzyć instytucji, ani myśleć o przyszłości. Jeśli tak, to dlaczego tego dnia krzyczano, że „naród z królem”? Jaka tajemna siła sprawiła, że nagle okazało się, że poczucie stanowienia państwa stało się tak powszechne, a tłumy zgromadziły się wokół jego głowy.

I wreszcie, kto stanowi prawdziwe Państwo Polskie. Czyżby poseł Suchorzewski?

Pięć dni później, 8 maja, w dzień osobistego święta króla, huk dział oznajmił „epokę, w której Polska obchodzić będzie pamiątkę ustanowienia wybornej swej konstytucyi” (marszałek Małachowski). Balowano w Łazienkach. Trwało święto.

Mieszczanie wydali tego dnia obiad na cześć króla. „A co czyniło to przyjęcie najmilszem, to serdeczna jakaś jedność, przyjaźń, ufność wzajemna” – czytamy w jednej z relacji.

Czy wtedy nie rodziła się Solidarność?

Mateusz Matyszkowicz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »