Kończy się w Polsce czas dobrobytu, a zaczyna ostre zaciskanie pasa. Czy jest jeszcze duży zapas cierpliwości w narodzie?
To, co pan nazywa cierpliwością to ja bym określił jako lęk, niepokój o egzystencję. Posiadanie dziś pracy staje się dobrem najwyższym. Ludzie nie są skłonni do podejmowania jakichkolwiek działań, które będą wystawiały na ryzyko ich sytuację posiadania pracy. To jest dziś jedna z głównych przyczyń tolerowania tak ogromnej skali naruszeń prawa pracy. Nie płacenia za pracę, za nadgodziny, nie przestrzegania czasu pracy itd. To wszystko bierze się z lęku i niepokoju o swoją egzystencję. Pogłębia się rozwarstwienie społeczne i grupa ludzi uboższych się powiększa. To w sumie oprócz tego słabnącego silnika, polska gospodarka przestaje być zasilana popytem wewnętrznym – wszyscy o tym krzyczą. I to właśnie dzięki popytowi wewnętrznemu przebrnęliśmy, realatywnie lepiej od innych krajów, przez czas kryzysu.
Premier Tusk w debacie telewizyjnej z Jarosławem Kaczyńskim w 2007 r. mówił, że gospodarka to portfele zwykłych ludzi. Jeśli ten parametr przyjąć do oceny sytuacji naszej gospodarki, to nie byliśmy żadną zieloną wyspą. Wzrost makro nie był więc sprawiedliwie dzielony między ludzi. Korzystały na tym tylko wybrane grupy, a dziś takim sztandarowym przykładem jest dawanie wysokich premii i nagród urzędnikom państwowym różnego szczebla. Premier i minister finansów ostro oszczędzają, ale na cudzych kieszeniach. Dla swojego dworu tych środków nie żałują.
Pojawiła się informacja o strajku generalnym „Solidarności” przygotowywanym na wiosnę. Pan to potwierdza?
W naszym polskim systemie prawnym po 1990 r. coś takiego jak strajk generalny w sposób formalny i prawny nie jest możliwy. Możemy organizować szerszą akcję, ale tylko na zasadzie całego łańcucha sporów zbiorowych, wszczynanych pod powodami wynikającymi z przyczyn w poszczególnych zakładach. Taki strajk generalny, jaki czasem obserwujemy we Włoszech czy we Francji jako protest przeciw całym regulacjom ustawowym, czy przeciw budżetowi – w Polsce nie jest możliwy. Od wielu lat to powtarzam, ale ten stereotyp funkcjonuje. To jednak nie oznacza rezygnacji z jakiejś generalnej akcji. Jak skala gniewu zostanie przekroczona, to tego typu akcje można sobie wyobrazić, ale nie do końca będzie to respektowało polskie prawo.
Niezależnie od tych zapowiedzi, w Polsce mamy do czynienia z autentycznym zanikiem kapitału społecznego. Ten dotychczasowy rozwój, podnoszenia poziomu wykształcenia, kompetencji poszczególnych powoli się wyczerpuje.
Dziś studia już nie gwarantują pracy. Jest cała kwestia zgodności kształcenia z zapotrzebowaniem na rynku pracy. Z chwilą gdy rezerwy się wyczerpią Polska stanie przed ogromną barierą rozwoju. Przestrzega przed tym pan prof. Czapiewski, który robi o tym cykliczne badania. Kapitał społeczny, zaufanie do państwa, do siebie, do instytucji państwowych – jest najniższy w Europie. To się staje ogromną barierą w rozwoju kraju. Zasypywaliśmy przepaść między nami, a innymi krajami lepiej rozwiniętymi, ale już zwalniamy. Tutaj trzeba bić na alarm, a nie straszyć się protestami społecznymi. One są możliwe i ich prawdopodobieństwo rośnie, ale róbmy wszystko, aby do nich nie doszło.
Widzi pan od strony rządu zrozumienie dla problemów społecznych? Zaostrza się walka z Kościołem Katolickim, język polityków jest agresywniejszy, wyciąga się z szumem- jak zawsze kontrowersyjne sprawy - aborcji, in vitro, a by przykryć problemy gospodarcze, poszerzającą się biedę. Jest obecna jakakolwiek empatia władzy wobec trudniejszego życia społeczeństwa?
Mam bardzo prosty wskaźnik, który daje mi odpowiedź na to pytanie. To jest kwestia pewnej elementarnej przyzwoitości, otwarcia na dialog, szukanie rozwiązań dla problemów, zarówno w komisji trójstronnej, gdzie są cztery reprezentatywne organizacje pracodawców i trzy organizacje związkowe. Wszyscy zgodnie powtarzają, że od lat ten dialog się nie polepsza, ale pogarsza, wręcz zanika. Znamienna rezygnacja premiera Waldemara Pawlaka z przewodzenia tej komisji, bo nie chciał on dłużej firmować tej fikcji. Jest zanik dialogu społecznego. Związki zawodowe dziś się w Polsce niszczy. Kto wie, czy za przynależność do „Solidarności” nie zwalnia się więcej ludzi niż w stanie wojennym.
Ta fala się nasila?
Jakby to zsumować na przestrzeni ostatnich lat, to w wolnej Polsce więcej ludzi utraciło pracę za przynależność związkową niż w stanie wojennym. To jest bezdyskusyjne. Za próbę założenia związku w miejscu pracy. Niech pan zadzwoni do jakiejkolwiek centrali związkowej, to panu dadzą przykłady jakie trzeba robić akcje, aby założyć związek w sieciach, w innych firmach.
Czyli dziś twa podziemna, konspiracyjna działalność „Solidarności”?
Tak. Dziś często organizację związkową tworzymy najpierw jako tajną i ujawniamy pracodawcom, gdy liczba osób jest już na tyle duża, że nie można ich zwolnić bo stanęła by firma. To, że zwalnia się przewodniczących związku, jego liderów w zakładach pracy jest nagminne. Nie chciałbym jednak tym straszyć, zniechęcać przez tworzeniem związku.
To jest skala mikro, a rząd?
Nie widać jednak woli dialogu również z opozycją w sejmie. Z definicji wszystkie propozycje opozycji wyrzuca się do kosza. Nawet najlepsze pomysły. Racja kraju, dbanie o sprawy wspólne to wszystko jest demagogią. Jest pewna forma wyścigu kto będzie lepiej, sprawniej okłamywał ludzi odwołując się do postaw ludzi, często naturalnych w poszukiwaniu świętego spokoju. To dotyczy np. walki z mową nienawiści, że osoby z nią najbardziej walczące mają najwięcej tej trucizny. Oni poprzez kwieciste deklaracje pokazują hipokryzję. To jest dobra ilustracja działań rządu.
Jak pan dziś patrzy na ministra Michała Boniego, kiedyś ważnego działacza związku?
Powiedzmy sobie jasno, że jego relacje z „Solidarnością” urwały się już na początku lat 90. Jego przypadek jest podobny to przypadku innych np. Lecha Wałęsy, że nikt nie ma patentu na „Solidarność” na całe życie. Egzamin z „Solidarności” każdy musi dziś zdawać od nowa. To, że kiedyś ktoś był solidarny, a dziś wzywa do pałowania koleżanek i kolegów...
…czy jak w przypadku Boniego - cenzurowania kazań...
...tak, to stawia pod znakiem zapytania cały ich życiorys.
Patrzy pan z optymizmem czy pesymizmem w przyszłość?
W krótkim wymiarze, widzę to w czarnych barwach, ale nie w dalszej perspektywie. Wierzę w zbiorową mądrość. Dostrzegamy, że Polska znów się budzi. Frekwencja na wielu akcjach o tym świadczy, choć jest jeszcze za mała, aby dokonać zwrotu przy urnach, ale czekamy.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
