„«Kiedy raz cię Wschód zawoła na nic później cały świat» - jak mówi poeta. Wschód to słońce, palmy, świątynne dzwony, kobiety o niezwykłej urodzie, zapach egzotycznych przypraw. Wschód to wiecznie pociągająca tajemnica, to metafizyka. Wschód to Indie, a Indie to Brachman, Atman, samsara, nirwana, reinkarnacja! Reinkarnacja? Reinkarnacja - transplantacja! Transplantacja: życie i śmierć w jednym. Śmierć? Wszystkie rodzaje śmierici! Hermann Hesse, «Siddhartha»!" Taki - jak się zdaje - ciąg skojarzeń musiał powstać w głowie twórców spektaklu „Wszystkie rodzaje śmierci". Z gry pomysłów powstało przedstawienie.

„Wszystkie rodzaje śmierci" odbywają się w dawnym kinie „Światowid". Scena pierwsza: Publiczność zasiada na widowni ustawionej tyłem do dawnego ekranu. Sala, w której rozgrywa się spektakl jest biała, na podłodze strzępki jakiejś białej materii przypominającej śnieg, na białym frontonie balkonu z rzutnika wyświetlany jest film przedstawiający indyjską ulicę. Za sceną krzywe zwierciadła, w których publiczność widzi samą siebie. Głos reżysera opowiada nam krótką historię powstania spektaklu. Scena druga: operacja przeszczepienia serca. Lustra znów spełniają swoje zadanie: scena operacji zostaje zdwojona, widzowi może się wydawać, że widzi dwie sale operacyjne, w jednej pobiera się serce od dawcy, w drugiej przygotowuje się biorcę serca.

„Wszystkie rodzaje śmierci" opowiadają historię chirurga transplantologa, który trapiony jest wątpliwościami natury metafizycznej i moralnej: nie wie, kiedy kończy się ludzkie życie, kiedy następuje prawdziwa i definitywna śmierć, nie wie czy ma prawo zabrać serce jednej osobie, aby wszczepiać je komuś innemu. Młody lekarz porzuca wszystko i poświęca się poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania. W tych poszukiwaniach wciąż towarzyszy mu obraz dziewczyny, której zabrał serce. Zamyka się w domu, w Internecie ogląda wszystkie możliwe rodzaje śmierci, pogrąża się w depresji. Rodzina martwi się o niego. Podróż do Indii, w którą wybiera się wraz z przyjacielem, ma dać mu odpowiedź na dręczące go pytania, a rodzina i przyjaciel sądzą, że urlop pozwoli mu zregenerować siły psychiczne.

Podróż jednak od samego początku okazuje się rozczarowująca. Bohater wpada bowiem w sidła turystki duchowości. Wraz z grupą spragnionych duchowych wrażeń zachodnich turystów afirmuje pustkę, udaje się na wycieczkę do źródeł Gangesu. Wszelkie atrakcje, które zapewnia biuro podróży okazują się niewystarczające, nie dają mu odpowiedzi na żadne ze stawianych przez niego pytań. Duchowy niepokój lekarza, poszukiwacza prawdy, nie pasuje do wyprawy. Przez długi czas nie może znaleźć ukojenia.

Spektakl przytłacza widza ilością bodźców: akcja jednocześnie toczy się na scenie i na balkonie nad sceną, grze aktorów wciąż towarzyszy muzyczne tło - muzycy i didżej na żywo tworzą część muzyki, niemal nieustannie wyświetlane są też filmy, teksty i animacje na frontonie balkonu nad sceną. Poszczególne sceny spektaklu przeplatane są tańcem: układami choreograficznymi z dużą ilością aktorów, nawiązującymi do bollywoodzkich produkcji filmowych. Akcja spektaklu tylko czasami wyraźniej wyłania się z kakofonicznego tła obrazów i dźwięków. „Wszystkie rodzaje śmierci" to teledysk. Wprawdzie teledysk z ambicjami, polemizujący ze stereotypem Indii jako kraju duchowości i tajemnicy, ale ten, kto przyszedł do teatru skuszony nazwiskiem Hesse'go i fascynacją Wschodem mocno się zawiedzie. Przedstawienie nie ma wiele wspólnego z duchowymi poszukiwaniami bramina Siddharthy i jego przyjaciela Gowindy. Po pierwsze dlatego, że filozoficzne poszukiwania Siddharthy giną w zalewie muzyki oraz tańca i do widza dotrzeć może tylko nie w pełni zrozumiałe emocjonalne rozedrganie lekarza - Siddharthy. Po drugie odpowiedź, którą znajduje na swoje pytanie pozostaje w niewielkim związku z odpowiedzią, którą znajduje bohater książki i brzmi raczej banalnie i pusto, zamykając się w sentencji: „wszystko jest takim, jakim to uczynisz".

Spektakl kończy się tańcem indyjskiej tancerki do muzyki „Marsza Żałobnego" Chopina. Śmierć - pogrzeb - marsz żałobny. Spektakl ten powstał metodą szybkich, prostych skojarzeń i poza tę grę asocjacji nie wychodzi. Metoda ta dobrze się sprawdza w warstwie wizualno-muzycznej, gorzej w przekazie intelektualnym przedstawienia.

Hasło teatru Łaźnia Nowa brzmi „Dbaj o higienę myślenia". „Wszystkie rodzaje śmierci" są raczej rozrywką i mogą stanowić przyjemność dla zmysłów wzroku i słuchu niż wpływać na myślenie. Nie zaspokajają obudzonego na początku metafizycznego niepokoju, pozostawiając poszukiwaczy prawdy nienasyconych.

Jan Bezdeka

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »