Media i lobbyści aborcyjni już znają przyczynę śmierci. Ma nią być irlandzkie prawo, które zakazuje aborcji, a także postawa lekarzy. Szkopuł w tym, że – jak na razie – nie znamy wszystkich danych i nie ma najmniejszej pewności, że wersja męża i lobbystów jest rzeczywiście prawdziwa. Nie ulega natomiast wątpliwości, że zarzuty kierowane wobec samego prawa i stanowiska Kościoła są nieprawdziwe i stanowią zwyczajne kłamstwo. - Ani etos Kościoła katolickiego, ani prawo chroniące życia w Irlandii nie jest przeszkodą w tym, aby kobieta otrzymała pełną opiekę i pomoc, która ma bronić jej życia – podkreśla Niamh Uí Bhriain z Life Institute. - Aborcja nie leczy sepsy i nie pomaga przy poronieniu – dodaje kobieta.

 

- Nasze serca są z panem Halappanavarem, ale aborcja nie mogła uratować życia jego żony. Wskazania rady medycznej są oczywiste lekarze muszą interweniować, by ratować życie matki, jeśli tego nie zrobią są winni zaniedbania – podkreśla obrończyni życia. A Paul Tully, sekretarz generalny Society for the Protection of Unborn Children uzupełnia, że zarówno poronienie, jak i zakażenie może i powinno być leczone za pomocą rozmaitych środków medycznych, wśród których nie ma jednak aborcji. - Aborcja nie jest medycyną, ona nie leczy żadnej patologii – dodaje. A dalej podkreśla, że – o czym nieczęsto się mówi – wiele kobiet zmarło na skutek zakażenia po „bezpiecznej i legalnej aborcji”. Przykładem mogą być historie Manon Jones, Jessie-Maye Barlow i Emmy Beck, które zmarły na skutek komplikacji po przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii aborcjach. Ale ich śmierć nie stała się podstawą do wielkiej kampanii delegalizującej aborcję. Tully przypomina także, że według Światowej Organizacji Zdrowia Republika Irlandii ma najlepszy i najskuteczniejszy system opieki na kobietami w ciąży, a proaborcyjna Wielka Brytania najgorszy.

 

Uí Bhriain wskazuje także, że ruch aborcyjny w Irlandii wiedział o sprawie wcześniej niż media, i już wtedy przygotowywał się do jej wykorzystania w walce o dostęp do zabijania dla kobiet. W ujawnionym mailu wysłanym do sympatyków Irish Choice Network podane są informacje o historii kobiety, która zostanie ujawniona przez media w „przyszłym tygodniu”, i która ma się stać podstawą do ostrych protestów przeciwko irlandzkiemu prawu. - Przepraszam, że to wszystko jest nieco tajemnicze, ale powodem jest to, że nie mogę podać szczegółów w mailu. Wszystko stanie się jasne, prawdopodobnie jutro – pisał autor maila.

 

Ten mail pokazuje – podkreśla Uí Bhriain – że zwolennicy aborcji wiedzieli o sprawie wcześniej od innych i od samego początku, mimo braku kluczowych informacji chcieli ją wykorzystać do promowania aborcji. A to rodzi pytania o to, skąd wyciekły do nich informacje? Z mediów czy systemu szpitalnego? I jaka jest w tym rola irlandzkich władz?

 

TPT/LSN