Na przylot samolotu z Pierwszą Parą wraz z delegacją udającą się na uroczystości na katyńskim cmentarzu, na lotnisku Sierwiernyj oczekiwali funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu. Zabezpieczający przylot dotarli na miejsce katastrofy jako jedni z pierwszych, gdy stało się jasne co się zdarzyło z prezydenckim TU-154M postanowili "zabezpieczyć" ciało prezydenta RP, które zlokalizowali za pomocą chipa znajdującego się w marynarce. BOR nie chciał wydać zwłok Rosjanom. Na polecenie władz rosyjskich wszystkie ciała miały zostać przewiezione do Moskwy.

Wedle relacji jednego ze świadków zajścia, funkcjonariusze BOR utworzyli kordon wokół ciała prezydenta. Nie godząc się na wydanie go Rosjanom, przykryli je własnymi marynarkami. Za dotrzymanie słów przysięgi do końca zostali zawieszeni w czynnościach.

Prawdopodobnie to zdarzenie zarejestrował telefonem komórkowym przypadkowy świadek katastrofy. Nagranie, w tle którego słychać strzały i rosyjskie komendy wciąż jest analizowane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Na filmie, który pojawił się w internecie niedługo po tragedii, widzimy postacie w białych koszulach, prawdopodobnie to oficerowie BOR przeszukujący miejsce katastrofy. Po chwili słychać odgłosy wystrzałów, w tle słychać również rosyjskojęzyczne komendy wymówione z polskim akcentem nakazujące odejście (wsie nazad).

Biuro Ochrony Rządu odmówiło komentarza w tej sprawie.

kk/ Nasz Dziennik

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »