Myślę, że dla wszystkich, którzy byli zakochani, te dni intensywnego uczucia kojarzą się z radością i lekkością na sercu. Dlatego można zaryzykować twierdzenie, że kiedy zakochani stajemy na ślubnym kobiercu jesteśmy jakby w stanie nieważkości. Wszystko jest piękne, wspaniałe, wszystko wydaje się takie proste. Jesteśmy razem i już zawsze będziemy szczęśliwi.
Być może takim właśnie skojarzeniem lekkości na sercu ze stanem nieważkości kierowała się pewna amerykańska firma, która proponuje śluby w prawdziwym stanie nieważkości. Rzecz jasna nie tylko śluby – za odpowiednią opłatą można doświadczyć stanu nieważkości niezależnie od tego, czy chce się brać ślub, czy nie. „Weightless weddings” to tylko specjalistyczna część oferty tej firmy. Firma ta jednak nie zajmuje się wysyłaniem ludzi na orbitę okołoziemską. Stanu nieważkości doświadcza się w trakcie specjalnego lotu samolotem.
Aby umożliwić pasażerom doświadczanie braku ciężaru samolot wzbija się na wysokość około 7500 m, a następnie zaczyna lot po torach parabolicznych, na przemian wznosząc się do około 10000 m i opadając ponownie do 7 i pół tysiąca. Takie wznoszenie i opadanie powtarza się około 15 razy. Za każdym razem, gdy samolot leci po paraboli będącej górnym fragmentem tego „falującego” toru lotu siła odśrodkowa równoważy się grawitacji i pasażerowie przez mniej więcej 30 sekund mogą cieszyć się stanem nieważkości. Jest jednak dodatkowa cena tej przyjemności (oprócz tej, którą zapłaciło się za bilet). Otóż w czasie gdy samolot pokonuje dolny fragment swojego toru siła odśrodkowa również występuje, ale tym razem dodaje się ona do siły ciężkości powodując przeciążenie wynoszące niemal 2g. To oznacza, że w tym czasie ciężar pasażera jest niemal 2 razy większy, niż normalnie!
Gdy tak zestawiłem sobie fakt proponowania przeprowadzenia ceremonii ślubu w stanie nieważkości z przebiegiem lotu, pomyślałem, że firma, pewnie w niezamierzony sposób, daje tym nowożeńcom ważną życiową lekcję. Teraz bierzecie ślub, więc jesteście w stanie nieważkości, ale uważajcie, za chwilę czeka was przeciążenie 2g – codzienne kłopoty życiowe, a może też problemy z wzajemnym zrozumieniem, koniecznością rezygnacji z własnego „ja” na rzecz wspólnego „my”. I w dodatku nie będą to jednorazowe problemy – po pierwszych przyjdą drugie, po drugich kolejne. Ale nie załamujcie się, jeżeli poradzicie sobie razem z tymi problemami, przebrniecie wspólnie przez kolejne kłopoty, czeka was też wiele wspólnie przeżytych „stanów nieważkości”. Będzie tak, o ile rzecz jasna nie katapultujecie się z pokładu samolotu jakim jest wasze małżeństwo przy pierwszym przeciążeniu 2g. Ani przy następnych.
Niewierny Tomasz
http://www.fronda.pl/blogi/moj-blog,1553.html
