Jeden mężczyzna oskarżył swojego kolegę z pracy o nadużycia. Tłumaczył w ten sposób, że nie nadaje się na stanowisko komendanta straży miejskiej. "Na dodatek jest gejem" – podkreślił oskarżający w liście, który wysłał do swoich zwierzchników. Kopię wysłał też zainteresowanemu.
Autor donosu uzasadniał, że jego kontrkandydat się nie ożenił, wakacje spędził z "przyjacielem marynarzem", a z klubu sportowego został usunięty za "przejawianie zainteresowania mężczyznami". Adresat oskarżeń sprawę skierował do sądu, bo poczuł się urażony.
Najpierw sąd oddalił jego wniosek. Ale instancja odwoławcza przyznała mu rację i odszkodowanie. Wyrok potwierdził sąd kasacyjny. Wymiar sprawiedliwości w ogóle nie zajmował się tym, czy wnoszący oskarżenie jest homoseksualistą, czy też nie. Od razu uznał, że słowo "gej" chociaż nie ma negatywnych konotacji jest obraźliwe (sic!). A oskarżony próbował dyskryminować kolegę z pracy z powodu orientacji seksualnej.
Triumf geja o urażonej dumie stał się kością niezgody wśród innych homoseksualistów. - "Gej" oznacza osobę radującą się ze swej odmiennej seksualności, nie może więc być uznane za obraźliwe – tłumaczy homo-lobysta Arcigay Aurelio Mancuso. Nie rozumiał jak można być obrażonym za takie "piękne słowo". Z kolei pierwszy zadeklarowany homoseksualista we włoskim parlamencie Gaynet Franco Grillini uznał wyrok za zwycięstwo tej mniejszości seksualnej.
mm/Rp.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

