Marta Brzezińska: Przypadek 31-letniej Savity Halappanavar to sprawa, o której wciąż niewiele wiemy. Bazujemy jedynie na relacji męża i lekarzy, ale środowiskom proaborcyjnym nie przeszkadza to w wykorzystaniu tej tragicznej śmierci jako kolejnego argumentu za legalizacją aborcji.

 

Natalia Dueholm: Te środowiska w różnych krajach zdają się wszystko już wiedzieć, a sprawa jest dopiero przedmiotem kilku śledztw w Irlandii. W strategii aborcjonistów biorą udział także dziennikarze. Dla niektórych z nich organizuje się konkursy z nagrodami pieniężnymi i wyjazdami zagranicznymi za pisanie tekstów z zakresu tzw. praw reprodukcyjnych.

 

A co wiemy o tej sprawie?

 

Wiemy o śmierci kobiety i jej nienarodzonego dziecka. Media donoszą, że zmarła ona 28 października na sepsę, a to skomplikowany i trudny do wyleczenia stan. Czasem antybiotyki niestety nie pomagają przy tak rozległej infekcji. Nie sądzę, żeby od razu były powody sądzić, że została zaniedbana przez lekarzy. Irlandia ma bardzo niską śmiertelność okołoporodową matek, co daje powody myśleć, że kobiety w ciąży z reguły nie są tam źle traktowane. I prawo Irlandii nie zabrania im pomóc w sytuacji zagrożenia życia.

 

Przy okazji być może warto wspomnieć orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w podobnej sprawie Polki (Z. przeciwko Polsce), która również zmarła na sepsę. Zostało ono ogłoszone niedawno (13 listopada) i pokazało druzgocącą klęskę lobby aborcyjnego. Sądu nie przekonała ich wersja i dlatego odrzucił wszystkie zarzuty. Ze strony internetowej zaangażonej po stronie skarżących, amerykańskiej organizacji Center for Reproductive Rights wynika, że sprawa Z. była częścią strategii atakowania polskiego prawa przy pomocy kilku spraw sądowych. Prawo Irlandii jest przedmiotem podobnych, wieloskrzydłowych akcji.

 

Kiedy mówimy o tragicznych przypadkach śmierci kobiet trzeba również mówić o tym, że na sepsę umierają one po aborcji w krajach, gdzie jest ona legalna, i gdzie opieka medyczna jest generalnie na bardzo wysokim poziomie. Przypadki sepsy zdarzają się również po aborcji farmakologicznej. Ważny jest tu też taki kontekst, że ostatecznie po różnego typu powikłaniach kobiety te zawożone są do szpitala i tam umierają, więc szpital będzie ścigany w pierwszej kolejności, niekoniecznie klinika aborcyjna (abortorium), która umyje ręce, a nawet będzie zacierać ślady.

 

Czy znasz podobne przypadki, którymi manipulowało lobby aborcyjne, aby postulować szeroki dostęp do aborcji? W Polsce mieliśmy słynną „sprawę Agaty” z Lublina i Alicji Tysiąc. Jak jest na świecie?

 

Chyba jednym z najbardziej istotnych jest sprawa legalizacji aborcji w Stanach Zjednoczonych Roe vs Wade, która opierała się za zeznaniach Normy McCorvey. Kobieta ta ostatecznie sama przyznała, że była manipulowana przez proaborcyjnych prawników i kłamała, że jej ciąża była skutkiem gwałtu. Oczywiście nie zdawała sobie sprawy z potencjalnych konsekwencji swoich zeznań. Na szczęście sama nigdy nie dokonała aborcji i teraz jest po stronie życia pomagając w walce z aborcją.

 

Jaki mechanizm wykorzystują środowiska aborcyjne wykorzystując taki przypadek aby przekuć go je we własny „case”?

 

Mechanizm opisany i opracowany w USA w latach 70 XX w. przed legalizacją aborcji przez amerykańskie feministki. W różnych stanach istniały wtedy prawa podobne do polskiego, czyli te tzw. wyjątki aborcyjne, więc feministki wykorzystywały różne sposoby, aby się pod nie podpiąć. W swoich książkach opisywały już wykorzystane sposoby, czyli fabrykowanie okoliczności umożliwiające legalną aborcję. Kluczem do sukcesu było znalezienie jednego proaborcyjnego lekarza. Środowisko aborcyjne może z łatwością znaleźć jedną taką osobę, a nawet mieć już takiego wspołpracownika. A jeśli nawet nie ma, to i tak ktoś zawsze może się nabrać na aborcyjne fortele. Groźby popełnienia samobójstwa np. podpadającej pod przypadek zagrożenia życia i zdrowia kobiety nie jest łatwo zignorować nawet jeśli istnieją przesłanki, że to fikcja. Fikcyjny gwałt to kolejny skuteczny fortel, bo akceptowalny przez wielu ludzi, którzy identyfikują się z tragedią kobiety i jest przez to skuteczny. W tym przypadku amerykańskie feministki radziły, żeby po zgłoszeniu fikcyjnego gwałtu na policję, zasugerować policjantowi odesłanie na badania do wybranego przez kobietę lekarza. Istnieje prawdopodobieństwo, że policjant o dobrym sercu, w trosce o zminimalizowanie cierpienia kobiety, godził się na taką sugestię. W ten sposób gromadzono dokumentację potrzebną do wymuszenia aborcji przy pomocy współpracującego lekarza.

 

Co na to mężczyzni?

 

Cóż, w przypadku użycia tego fortelu na gwałt, podkreślam, że mówimy o sytuacji, gdzie nie było żadnej przemocy, poszkodowani będą mężczyzni, najprawdopodobniej młodzi. Może i oni rzeczywiście zaczną zaskarżać o zniesławienie? Przyczepianie komuś łatki gwałciciela może mieć w przyszłości daleko idące konsekwencje. Kto zatrudni mężczyznę, który miał sprawę za gwałt, nawet jeśli nie został skazany...

 

Czy możesz skomentować orzeczenie Trybunału w sprawie „Agaty”?

 

Pewnie ucieszyło ono niektóre kobiety, chyba w większości feministki w Polsce. Trzeba jednak powiedzieć, że jego skutki mogą być straszne właśnie dla kobiet, szczególnie tych młodziutkich. Pomyśl sama, czy miałabyś ochotę pomagać nastolatce, która zwróci się do pomoc w sytuacji wywierania nacisku przez ojca dziecka, środowisko czy rodzinę? Nie obawiałabyś się, że zostaniesz uwikłana w proces, bo dana dziewczyna może zmienić zdanie? Czy księża będą chcieli to robić, skoro ktoś może ich zaatakować i nie tylko w mediach? Jak będą fukcjonować domy samotnej matki? Jak mają pracować lekarze, psycholodzy z nieletnimi kobietami w ciąży? Mam nadzieję, że rząd polski będzie apelował, bo jeśli ten wyrok zostanie utrzymany, zniechęci wielu ludzi do pomocy.

 

Czy obrońcy życia również mogą podać takie przykłady konkretnych kobiet, które mimo namów ze strony lekarzy czy wielu innych powodów, nie poddały się aborcji? Pytam o takie „ikony” pro-life.

 

Kobiet, które nie poddały się aborcji, zresztą w bardzo różnych okolicznościach, często bardzo dramatycznych, jest wiele. Wśród znajomych mam kilka takich przykładów. Wiem, że wiele z nich w ogóle nie chciałaby być wymieniane z nazwiska. To normalne, skromne, ofiarne kobiety. Z pewnością dostaną swoją nagrodę.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska