„Zapytaliśmy ks. prof. Remigiusza Sobańskiego, znawcę prawa kanonicznego, jaka jest ranga słów abp. Hosera. - Taka sama, jaką ma wypowiedź każdego biskupa, który może mieć rację, ale może się też mylić. To jest wywiad, a nie głos urzędowy - odpowiada ks. Sobański. Dodaje, że „prawo kanoniczne nic na temat sankcji za in vitro ani za popieranie, ani za wykonywanie nie mówi”.
I jakoś trudno nie zadać pytania, czy rzeczywiście ksiądz profesor jest pewien, że Kościół nie ma nic do powiedzenia na temat niszczenia i zamrażania zarodków. Być może tak jest z prawem kanonicznym (nie jestem jego znawcą), ale niewątpliwie obrona życia jest kluczowym elementem nauczania Kościoła. I aż żal bierze, że mamy w Polsce duchownych, którzy mają to w głębokim poważaniu. Żal tym większy, że mówimy o profesorze katolickiej uczelni.
Ale to nie ostatni z „ekspertów”, co to mają życie ludzkie gdzieś, których od losu wiecznego polityków i możliwości narodzenia dzieci bardziej interesuje, żeby pochwaliła ich „Gazeta Wyborcza”. „Zdaniem dominikanina o. Tomasza Dostatniego Kościół ma prawo i obowiązek wypowiadać się w kwestiach światopoglądowych, ale powinien to robić językiem wiarygodnym i merytorycznym. - Nie może posługiwać się językiem wykluczenia, anatemy, a takie tony słyszę u niektórych biskupów i księży. Kościół powinien kształtować i uwrażliwiać sumienia ludzi, ale też pozwalać podejmować politykom decyzje zgodnie z własnym sumieniem - mówi o. Dostatni. Przypomina, że "Polska ostatnich 20 lat zna kompromisy prawne w drażliwych sprawach światopoglądowych, np. ustawa antyaborcyjna czy preambuła do konstytucji autorstwa Tadeusza Mazowieckiego". O. Dostatni: - To dobra szkoła dialogu Kościoła z laicką częścią społeczeństwa dla zachowania pokoju społecznego. Podobnego kompromisu oczekiwałbym w kwestii in vitro”.
Ojciec Dostatni chyba pomylił wyznania. W naszym bowiem jest wpisana w doktrynę anatema i ekskomunika. Gdyby dominikanin zamiast czytywać „Wyborczą” zajął się czytaniem tekstów soborowych, to również wiedziałby, że jest w nich język anatem, potępień i wykluczenia. Z troski o człowieka, który – jeśli się go nie ostrzeże – może pójść do piekła (bo piekło, wbrew opinii części teologów, istnieje). Przerażają też wezwania do tego, by iść śladem „kompromisów aborcyjnych”. Przerażają, gdy człowiek uświadomi sobie, że duchowny chwali ustawę, która pozwala, by w naszym kraju rocznie zabijano 500 osób. To więcej niż ma w Polsce zakon ojca Dostatniego.
I wreszcie niezawodny w usprawiedliwianiu licznych niegodziwości ksiądz Kazimierz Sowa. „Nikt nie jest panem sumienia drugiego człowieka i proszę pozostawić tę sprawę przede wszystkim tym, którzy o prawie decydują, czyli właśnie przedstawicielom społeczeństwa w postaci parlamentarzystów” – oznajmił Sowa. Słyszałem już wiele bzdur z jego ust, ale takiej nie słyszałem dawno. Otóż ks. Sowa oznajmił, że Kościół nie ma prawa niczego wymagać od swoich wiernych. Bo oni przecież sami mogą o wszystkim decydować. Otóż ks. Sowa mógłby wiedzieć, że Kościół ma prawo wypowiadać się w sprawie moralności, a prawo nie jest od niej odseparowane. Jakoś zresztą nie wątpię, że ks. Sowa o tym wie, ale chce zrobić przyjemność tym, którzy nie zgadzają się z nauczaniem Kościoła, a chcieliby zapewniać, że są dobrymi katolikami.
Na koniec kilka słów do Księży i Ojców, co tak szlachetnie bronią wolności sumienia, że nie obchodzi ich los ludzi. Drodzy Księża, otóż kiedyś odpowiecie nie tylko za los tych dzieci, który okazał się dla Was mniej ważny niż „zrobienie przyjemności” „GW”, PO, SLD czy nawet części PiS. Pamiętajcie, że „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. A do tego odpowiecie także za tych, którzy przez Was pójdą do piekła, bo nikt im nie powiedział, że mogą być ekskomunikowani, i nikt im nie wyjaśnił, że idee mają konsekwencje. Także wieczne.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

