- Nie widzimy potrzeby wystawiania kolejnego monumentu ofiarom katastrofy. Przecież pomnik ku ich pamięci powstaje na Powązkach. Jeśli już - ufundujmy tablicę, najlepiej w okolicach Sejmu, w samolocie zginęła nie tylko para prezydencka, ale bardzo wielu posłów – mówią działacze SLD.
Wiceszef stołecznego Sojuszu Sebastian Wierzbicki uważa, że "tolerowanie sytuacji pod Pałacem Prezydenckim może skończyć się nawet rozlewem krwi".
Na specjalnym spotkaniu SLD zaapelowało, by "Platforma i prezydent Warszawy otwarcie przeciwstawili się dalszemu kupczeniu krzyżem". - Mówię o ultimatum obrońców, którzy chcą go wymienić wyłącznie na pomnik - wyjaśnia Wierzbicki.
Zdaniem działaczy SLD warszawskie władze w całej sprawie zachowują się tak, jakby ona ich nie dotyczyła. - W trakcie przygotowań do procesji krzyż ogrodzono barierkami, centrum politycznych wydarzeń stał się chodnik. Ten należy do miasta, więc i do rządzącej tu PO i Hanny Gronkiewicz-Waltz - wyjaśnia Wierzbicki.
Swoje stanowisko ws. pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej lewica chce przedstawić na pierwszej po wakacjach sesji Rady Warszawy. Jako koalicjant w stołecznych władzach SLD zapowiada, że zablokuje każdy projekt upamiętnienia katastrofy z 10 kwietnia. - Nie poprzemy w radzie miasta żadnej lokalizacji, nie zagłosujemy za choćby złotówką na takie upamiętnienie – mówi lider warszawskiego Sojuszu.
Do kwestii pomnika nie ustosunkowali się do tej pory działacze Platformy Obywatelskiej. - Poczekajmy, wyciszmy się. To, co dzieje się wokół upamiętnień czy krzyża, jest czystym szaleństwem - komentuje Ligia Krajewska (PO), wiceszefowa rady miasta. - W takiej atmosferze nie zamierzamy składać obietnic ani PiS, ani lewicy. Oba ugrupowania działają na granicy przesady, niech najpierw oprzytomnieją – zaznacza.
żar/Wyborcza.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

