Minister ds. równouprawnienia podpadła lewicy i organizacjom feministycznym, ponieważ zwróciła się do Episkopatu Polski z prośbą o opinię na temat ustawy dotyczącej równouprawnienia. Jej uchwalenia oczekuje od Polski Unia Europejska.
Zastępca sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski ks. dr Jarosław Mrówczyński w odpowiedzi na pismo wyraził opinię, że należałoby zaprzestać prac nad projektem. - Pojawia się wątpliwość, czy istnieje konieczność tworzenia w polskim systemie prawnym regulacji lex generalis w zakresie równego traktowania. Wydaje się, że nie ma takiej potrzeby. Natomiast wyrażona w projekcie ustawy koncepcja standardów w zakresie równego traktowania może okazać się niebezpiecznym otwarciem podporządkowania Polski bliżej nieokreślonym naciskom – przestrzega w odpowiedzi.
Zarówno sama minister Radziszewska jak i stanowisko duchownego spotkały się z krytyką lewicy. Katarzyna Piekarska uznała, że ksiądz Mrówczyński wydał kuriozalną opinię, a premier Donald Tusk powinien zamiast Radziszewskiej zatrudnić kogoś, "kto ma jakiekolwiek pojęcie" o równouprawnieniu. Do apelu SLD dołączyły się Partia Kobiet, Unia Pracy oraz kilka grup feministek.
Elżbieta Radziszewska odpiera zarzuty. Przypomina, że prace nad ustawą trwają od pięciu lat i są od początku konsultowane z Kościołem, nie tylko katolickim. Przyznaje jednak, że podziela opinie SLD na temat stanowiska księdza Mrówczyńskiego.
żar/Tvp.info
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

