Sojusz Lewicy Demokratycznej kończy właśnie dziesięć lat. Pod koniec kwietnia odbędzie się podsumowanie "dorobku" postkomunistów. Przy jednym stole, jak za dawnych lat, zasiądą Kwaśniewski, Miller, Oleksy, Janik i Cimoszewicz. Czy przeproszą wreszcie Polaków za setki afer i nieudolne rządy?
Partia powstała 15 kwietnia 1999 roku. Szefem został Leszek Miller. Ale od początku w kierownictwie były kłopoty. - Miller zawsze był moim rywalem. Zostałem wiceprzewodniczącym. I kiedy tylko mogłem, to się wtrącałem. Ale nie robiłem żadnych kroków, by coś mu utrudniać - zastrzega Oleksy. Pierwsze lata to złoty okres. W 2000 r. Kwaśniewski ponownie zostaje prezydentem. W 2001 r. Miller prowadzi SLD do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych z wynikiem 41 proc. A w 2004 roku wprowadza Polskę do Unii Europejskiej.
Sukcesy szybko się jednak skończyły. Zaczęło się od afery Rywina i ujawnienia tzw. grupy trzymającej władzę. Potem nastąpiła cała lawina politycznych skandali: afera starachowicka, afera orlenowska, afera w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska z łódzkim baronem Sojuszu Andrzejem Pęczakiem na czele. Miller zapłacił za to stanowiskiem premiera. SLD traci zaufanie wyborców. Na kilka miesięcy władzę w partii przejął Janik. Później Oleksy. - Obaj strasznie ze sobą rywalizowali. Janik wyprowadzał Oleksego z równowagi. A Oleksy krzyczał: „Bo wy tu wszyscy jesteście z Janikiem przeciwko mnie" - wspomina jeden z polityków.
Przełomem miał być 2005 rok. Szefem został Wojciech Olejniczak, wychowanek Kwaśniewskiego. Zablokował start do Sejmu Millerowi i Oleksemu. Obaj z partii odeszli. Miller mszcząc się za złe potraktowanie, Oleksy po ujawnieniu tzw. taśm Gudzowatego. Wkrótce przegrał też w bratobójczej walce z Grzegorzem Napieralskim Olejniczak. Nowy szef Sojuszu postanowił wyciągnąć rękę do "starej gwardii" i szukać inspiracji w Hiszpanii. Widoki na powrót są jednak marne. I dobrze.
JaLu/Dz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

