Jarzebowski zwraca uwagę, że bohaterowie książki zachowują się jak krety wystawione na słońce - próbują z niego uciec i przy tym popełniają błędy:

"Podać do sądu chce ich Jacek Żakowski za to, że… znalazł się na okładce! I za to, że on wcale nie jest resortowym dzieckiem. Rozumiem, że w ten sposób zdecydowanie odcina się od innych towarzyszy niedoli i nie chce mieć z nimi nic wspólnego? Wyjątkowy brak solidarności.

Na razie osiągnął tyle, że na okładce zamiast jego wizerunku znalazł się znak zapytania, co paradoksalnie bardziej koncentruje uwagę na jego osobie. Ciekawsze jest jednak to, że ci, którzy książkę potępiają w czambuł, sami piszą i drukują (na razie chaotycznie i na wyrywki) swego rodzaju "Resortowe dzieci 2", czyli życiorysy i uwikłanie w komunizm ludzi, którzy reprezentują teraz opozycyjne media, a których notki nie pojawiły się w "Resortowych dzieciach". Robią więc dokładnie to samo, tylko dużo chaotyczniej i ohydniej używając sformułowań "żule z prawicowego lumpeksu" (to akurat blondynek dziennikarstwa polskiego) czy choćby "rzyg niepokornych". Taka klasa, taki język salonu."

ToR/se.pl