Publicysta podkreśla, że kluczową rolę odgrywa zasada równoprawności. Skwieciński obawia się, że abp Michalik - w przypadku jego ewentualnej wizyty w Moskwie - nie spotka się z podobnym przyjęciem, co patriarcha w Warszawie. "Czy strona polska, decydując się na ceremonialne przyjęcie Cyryla przez prezydenta Komorowskiego dysponowała bodaj nieformalnym zapewnieniem, że przewodniczący polskiego Episkopatu zostanie kiedyś przyjęty przez Władymira Putina? Nie wiem, ale wątpię" - pisze Skwieciński.

Publicysta obawia się, że oprawa uroczystości zostanie odebrana w Rosji jako pogodzenie się Polaków z "ostentacyjną nierównością".

"A to są dla Rosjan sprawy bardzo ważne. Kiedy przywódca radziecki Nikita Chruszczow po raz pierwszy wybierał się do USA, liderzy Politbiura spędzali długie godziny nad przedstawionym im przez Amerykanów planem wizyty, zastanawiając się, czy gdzieś nie czyha ceremonialna pułapka, czy nagle nie zostaną postawieni wobec jakiegoś symbolicznego faktu, oznaczającego że Waszyngton nie traktuje ich jako równych sobie partnerów. Ja wiem że to było dawno, i wiem że Polska to nie dawny ZSRR, a obecna Rosja to nie Ameryka. Chodzi mi o to, że ten epizod z czasów Chruszczowa pokazuje pewien bardzo ważny i silny element rosyjskiej kultury politycznej" - wyjaśnia Skwieciński.

Zdaniem publicysty zbytnie wychodzenie naprzeciw, które Polacy odbierają jako swoją dobrą wolę, na Wschodzie może być potraktowane jako dowód słabości. "Słabości, która będzie wykorzystana. Tak po prostu jest, potwierdzi to każdy kto choć trochę zna Rosję" - zauważa komentator "Rzeczpospolitej".


Zdaniem Skwiecińskiego przeświadczenie o takiej nie sprzyja pojednaniu, podobnie jak obecność polskich polityków obozu rządzącego podczas wizyty patriarchy. "Sprzyja ona natomiast postrzeganiu i wizyty, i całego procesu w kategoriach jedynie wąsko politycznych. I to nie w sensie polityki polsko-rosyjskiej, tylko wewnątrzpolskiej. Kusi do używania – dodajmy, że obustronnego – rosyjskiego oręża w naszej wewnętrznej wojnie. Do prowadzenia narracji o cywilizowanej Platformie, pragnącej dobrych relacji ze wszystkimi sąsiadami wbrew nacjonalistycznej prawicy. I kontrnarracji – o rządzącym Polską obozie rosyjskich pachołków. Obie te narracje są nieprawdziwe i szkodliwe dla kraju, ale też obie szkodzą polsko – rosyjskiemu pojednaniu. Potrzebna była większa powściągliwość, a tej ze strony obozu rządzącego niestety zabrakło" - tłumaczy publicysta.

 

AM