Publicysta "Rzepy" odniósł się w ten sposób do kolejnego werdyktu świeżo upieczonego zwolennika Janusza Palikota, który w przypływie swojej mądrości był łaskaw orzec: "To bez sensu. Powstanie styczniowe jest jedną z największych klęsk, jakie Polacy ponieśli w historii. Senat powinien podejmować uchwały, które dotyczą pozytywnych wydarzeń i budzą pozytywną energię do działania". Koniec, kropka. A tu psikus - Skwieciński ośmielił się zaatakować mędrca salonu i to - o, zgrozo - wcale nie z perspektywy niepodległościowego insurekcjonisty.

 

"Osobiście z wielu względów nie jestem fanem powstania styczniowego i tych, którzy podjęli (nieodpowiedzialną moim zdaniem) decyzję o jego rozpoczęciu. Teoretycznie więc dywagacje Kutza powinny mi się podobać, jest jednak inaczej" - pisze Skwieciński i zamiast - wzorem swojego oponenta - unosić się emocjami analizuje na chłodno sytuację. Publicysta "Rzeczpospolitej" zwraca uwagę, że państwo polskie nie tylko nie wymusza jednolitego postrzegania historii (jak widzi to Kutz), ale w ogóle wycofało się z jej nauczania.

 

"We współczesnej Europie patriotyzm nie jest już podstawową emocją, która niekontrolowana może doporowadzić do efektów zbrodniczych (powodowane szowinizmem mordy) czy autodestrukcyjnych (jak np. powstanie styczniowe). Kutz dobrze o tym wszystkim wie, dlatego sądzę, że prawdziwy klucz do jego wypowiedzi leży nie w słowie martyrologia i nie w kwestii, czy obchody rocznicy klęski budzą pozytywną energię. Klucz - to niepozorne słowo polski" - demaskuje podstarzałego reżysera Skwieciński, który uważa, że Kutzowi i jemu podobnym wcale nie chodzi o wyeliminowanie martyrologii, ale samego patriotyzmu w biało-czerwonych barwach. Bo i czego można się spodziewać - jak zauważa publicysta - po człowieku, który oskarża Polskę o "kolonializm" na Górnym Śląsku czy pisze artykuły zatytułowany "Polska, czyli Iran".

 

"To prawda - powstanie styczniowe było nieszczęściem. Ale tym, którzy dziś żonglują tym hasłem, nie podoba się nie lekkomyślność powstańczych przywódców, tylko ich patriotyzm" - kwituje Skwieciński.

 

Czy można dodać coś jeszcze? Można. Chapeau bas, panie Piotrze!

 

Aleksander Majewski