Środa, 20 grudnia, unijni oficjele, począwszy od Fransa Timmermansa, skończywszy na Donaldzie Tusku, jeden po drugim, zapowiadają uruchomienie przeciwko Polsce artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Dzień wcześniej Amerykańskie Stowarzyszenie Prawników z Chicago wezwało Prezydenta RP do ponownego zawetowania ustaw sądowych. W poprzednim tygodniu niemal 350 polskich prawników w wystosowanym do prezydenta Dudy liście domagało się tego samego. Pomimo rozpaczliwych apeli i ulicznych protestów niezliczonej rzeszy pomniejszych gwiazd, autorytetów, działaczy społecznych i celebrytów, w czwartek, 21 grudnia, ustawy mające zreformować polski wymiar sprawiedliwości zostały podpisane.

Komu tak bardzo zleżało na tym, aby polski wymiar sprawiedliwości pozostał niezmieniony? Kto miał interes w tym, żeby polskie sądownictwo pozostało niewydolne i przypominało bardziej czasy PRL-u, z którego bezpośrednio się wywodzi, niż współczesne systemy w państwach prawa? Dlaczego rozwiązania i mechanizmy, które w innych krajach europejskich czy Stanach Zjednoczonych są dobrym standardem, w Polsce miałyby zagrażać demokracji, praworządności i trójpodziałowi władzy?

Trudno oczekiwać od sygnatariuszy listów, protestujących autorytetów i grożących sankcjami unijnych biurokratów merytorycznych odpowiedzi na powyższe pytania. Ich argumentacja sprowadza się do egzaltowanych haseł o łamaniu konstytucji, niejasnych dywagacji o zagrożonej demokracji, czy nadwyrężeniu trójpodziału władzy. Żaden z powyższych autorytetów prawniczych i liderów europejskich, przez ostatnie kilka miesięcy ani razu nie użył cytatu Monteskiusza, jakby jego dzieło „O duchu praw” w ogóle nie istniało. Dlaczego? Ponieważ przykładając reguły i tezy, wyłożone przez francuskiego filozofa do polskiego wymiaru sprawiedliwości musieliby dojść do wniosku, że mamy do czynienia z jedną, wielką patologia, nie mająca nic wspólnego ani z demokracją, ani z praworządnością, ani z trójpodziałem władzy.

Dowodów na taki stan rzeczy dostarczają sami przedstawiciele trzeciej władzy, wliczając w to sędziów Sądu Najwyższego czy byłych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Prezes Małgorzata Gersdorf, która wsławiła się tym, że czasem zdarzają jej się „kroki podjęte bezrefleksyjnie”, tym razem ustawy uchwalone przez większość parlamentarną, podpisane przez demokratycznie wybranego prezydenta, porównała do „ustawowego bezprawia” i działań podejmowanych przez „okupanta”. Czym w swojej istocie jest dotychczasowy polski wymiar sprawiedliwości, skoro do najwyższych urzędów wyniósł ludzi dysponujących takimi rezerwuarami intelektualnymi i moralnymi, jak prof. Rzepliński, „prof.” magister Stępień czy rzeczona prezes Gersdorf? Cytatów z tych osób, przykładów ich działań sprzecznych ze standardami sędziowskimi i prawem, czy niesmacznych, nielicujących z godnością sędziego wypowiedzi z ostatnich kilkunastu miesięcy, wystarczyłoby na opasłe tomiszcze.

Mocno zaangażowany w sprawy polskie, Donald Tusk w swoich wypowiedziach przyznaje, że z uruchomionych przeciwko naszemu krajowi unijnych mechanizmów sankcyjnych prawdopodobnie niewiele wyniknie. „Nie jest rzeczą pierwszorzędnej wagi, jakie z tego będą bezpośrednie konsekwencje”- oświadczył w telewizyjnym komentarzu. Ten stan rzeczy potwierdza europoseł Jacek Saryusz-Wolski, który twierdzi, że uruchomienie artykuły 7 musi zakończyć się porażką Komisji Europejskiej, oraz że pojawia się już coraz więcej głosów, że „coś jest nie tak z tym nękaniem i biczowaniem Polski”.

Dotychczasowy układ polityczno-prawniczy, który przez niemal 30 lat skutecznie chronił potężne interesy ludzi z post-PRL’u oraz interesy zagranicznych koncernów, obecnie sam wymaga ochrony. Władze europejskie nie chcą pozwolić na to, aby Polska pod względem prawnym i proceduralnym została ucywilizowana, aby wprowadziła skuteczne rozwiązania, reguły i zasady praworządności, gdzie łamiący prawo będą ponosić odpowiedzialność karną. „Jestem dowodem na to, że Polska to dziki kraj”- oświadczył swego czasu, dosyć nieopatrznie, były skarbnik Platformy Obywatelskiej Mirosław Drzewiecki. Podobne stanowisko zdają się podzielać unijni oficjele, którzy dążą do tego, by Polska takim krajem pozostała. Łatwiej wówczas w takim państwie można robić interesy, transferować z takiego kraju zasoby i finanse. Drenaż państwa pozbawionego skutecznego wymiaru sprawiedliwości jest znacznie prostszy i można to robić bezkarnie.

Politycy z kręgów Platformy Obywatelskiej, PSL’u, oraz nadzwyczajna kasta sędziowska doskonale zdają sobie sprawę, że reforma wymiaru sprawiedliwości jest realną walką o wolność, o standard życia, o pozycję społeczną, o pieniądze i wpływy. To histeryczna obrona przed ewentualnymi długoletnimi wyrokami a w konsekwencji infamią i społecznym wykluczeniem. Dlatego ten polityczno-prawniczy układ, przedostatnia ostoja postkomunistycznego systemu, będzie się bronić do końca i negocjować do ostatniej chwili, przy użyciu wszelkich dostępnych środków i metod, w tym także instytucji europejskich. Aż do uprawomocnienia się skazujących wyroków. A i wówczas będą skamleć u prezydenta o ułaskawienia, próbować wywierać na nim presję wszelkimi możliwymi kanałami, od dyplomatycznych począwszy, skończywszy na medialnych i nieformalnych. Miejmy nadzieję, prezydent Duda będzie konsekwentny i nieugięty.

Paweł Cybula