„Gazeta Wyborcza” stale wytycza nowe granice obciachu i żenady, by nie powiedzieć wprost podlizywania się Rosjanom. I nie inaczej jest w sprawie policzka wymierzonego Polakom przez władze rosyjskie. Usunięcie tablicy, które zdecydowana większość komentatorów uznała za skandal, dla dziennikarzy i publicystów „GW” nie stanowi najmniejszego problemu. „Z tablicą na kamieniu przy krzyżu na lotnisku smoleńskim Rosjanie popełnili błąd. Bo tym razem szanując nasz ból i żałobę okazali się zbyt taktowni” – oznajmia Wacław Radziwinowicz.
A dalej twórczo rozwija tę myśl. „Tablica Stowarzyszenia Katyń 2010 od razu po jej zawieszeniu, jeszcze w listopadzie ubiegłego roku, wywołała skandal w Smoleńsku. Rosjanie, choć mieli powód, nie wszczęli jednak publicznej awantury z Polakami. Taktownie milczeli. Ale przeprowadzili śledztwo. Dwaj milicjanci, którzy pozwolili przykręcić tablicę, zostali zwolnieni ze służby. A Rosjanie nie powinni byli zwlekać, tylko jak najszybciej w porozumieniu z władzami polskimi usunąć to, co bez ich zgody pojawiło się na gubernatorskim kamieniu. Czekali do ostatniej chwili. I zastąpili to, co im powieszono, swoim napisem - dwujęzycznym i już bez "ludobójstwa". Zrobili tuż przed wizytą Anny Komorowskiej i dwa dni przed wizytą Komorowskiego i Miedwiediewa w Smoleńsku. Niestety w ostatnim, najfatalniejszym momencie, kiedy na lotnisku zjawiła się gromada polskich dziennikarzy i podniósł się krzyk. Krzyk niepotrzebny i niesprawiedliwy” – oznajmia.
Brak sympatii dla dziennikarzy z Polski i gorącą sympatią dla przywódców Rosji sygnalizuje również niezawodny Waldemar Kuczyński. „Mnożą się już różne interpretacje tego, co się stało, chciałbym więc przedstawić i swoją, która stawia to wydarzenie w mniej rozgorączkowanej postaci. Po pierwsze, tablica na kamieniu była tablicą prywatną, umieszczoną przez Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010, nie uzgodnioną w treści z władzami rosyjskimi, gospodarzami terenu. Nie chcę sugerować, że treść tej tablicy sformułowana była celowo by Rosjanom w miejscu katastrofy samolotu wbić w oczy słowo ludobójstwo dotyczące zbrodni sowieckiej w Katyniu. Tak jednak musiała być ona przez Rosjan odebrana. Rzecznik polskiego MSZ potwierdził, że władze rosyjskie zgłaszały zastrzeżenia do treści tej tablicy i sprawa miała być rozwiązana przez uzgodnienie napisu na mającym tam stanąć pomniku. Moim zdaniem, sprawa w taki sposób przyklepana, została odłożona na bok. I nagle na dwa dni przed wizytą w tym miejscu prezydenta Rosji uświadomiono sobie, że będzie on tam stał i składał zapewne wieniec przy tym kamieniu, w ten sposób symbolicznie aprobując określenie o ludobójstwie katyńskim. To, moim zdaniem, "ocknięcie" spowodowało niewątpliwie bardzo nieszczęśliwie przeprowadzoną decyzję o zamianie tablicy. Z własnej obserwacji administracji wysokiego szczebla wiem, jak wiele nie działa w niej na podobieństwo zegarka szwajcarskiego. I jak często te niedoróbki są potem materiałem dla komentatorów do snucia fantastycznych hipotez” – przekonuje Kuczyński.
TPT/Wyborcza.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

